sobota, 31 maja 2014

Caesar Flickerman

Rozdział dedykuję Kelsey Donner



   "Człowiek przyzwyczai się do wszystkiego, jeżeli tylko osiągnie właściwy stopień uległości"- Słowa te zostały wypowiedziane być może setki lat temu, lecz do dziś nie straciły swojej wartości. Umiemy przyzwyczaić się do wszystkiego; bólu, rutyny, ciągłych zmartwień, niewolniczej pracy, czy głodu. TAk działał stary system tego kraju. Większość pokornie przyjmowała ciężar głódu na swoje barki myśląc, że tak poprostu musi być. Kapitol winił dystykty za wszelkie zło z przeszłości i kazał za nie płacić. Trybut- Kiedyś danina pieniężna została "ożywiona". Składała się z dwójki dzieci. No właśnie. Były to tylko wystraszone dzieci. Przez te 40 lat widziałem wiele takich. Niektóre okazywały swój strach, niektóre wręcz przeciwnie, myślały, że one tu żądzą i za wszelką cenę chciały pokazać swą żądzę mordu. Tysiące z nich zgineło pozostawiając za sobą całe życie oraz bliskich. Przez lata pokazywali telewidzom na ile sposobów można umrzeć. A jaka była moja rola w tym widowisku? Uczłowieczałem je. Sprawiałem, że masy śmiały się i skakały w euforii na widok rozlewu krwi a ludzie prowadzący zakłady przelewali swoje pieniądze do kieszeni włady oraz organizatorów oraz by ci zastraszeni biedacy w dystryktach myśleli że to ich wina.Tym zajmowałem się od 35-tych Głodowych Igrzysk gdy mój ojciec, ówczesny organizator zaproponował mi tę pracę. Miałem 30 lat,ukończone najlepsze studia dziennikarskie na jednej z uczelni Kapitolu. Wśród tych wszystkich idiotów biegnących w pogoni od przyjęcia do przyjęcia przystrojeni wszystkim co się da, kontakt z ludźmi "z innego świata" wydawał mi się bardzo interesujący. I tak przez 40 lat  rozpraszałem te bezmózgie towarzystwo nazywając kłamstwo alternatywną prawdą. Do czasu aż do naszego małego,kolorowego świata wkroczyła pewna dziwna istotka. Katniss Everdeen. Niby zwykły trybut, wydawałoby się że zginie jako jedna z pierwszych. Niby nic nieznacząca pusta kretynka, jak  to mówiły jej współzawodniczki. Myślę, że jej mentor na siłę usiłował zrobić z niej zachwyconyą wszystkim małą dziewczynkę, choć tak naprawdę wiedział że to zły pomysł, ponieważ byli tacy sami. Znam się na ludziach, i przysięgam że gdy stanąłem zobaczylem to samo co 24 lata temu na drugim Ćwierczwieczu Poskromienia. Taki sam błysk w oku, taka sama pogarda dla całego świata. Miałem przed sobą damską wersję Haymitch'a tylko że owiniętą w kokon ze słodkości. Widać było że nie miała strategii. Strategię wymyślił ktoś inny. Ktoś kto tak naprawdę nigdy nie udawał. Moim zdaniem pasowali do siebie. Zamknięta w sobie dziewczyna i pogodny charyzmatyczny chłopak. Miłość od dzieciństwa itd,itp. Istna telewizyjna koplania złota oraz wprost idealna historyjka by zapchać ludziom umysły. Legenda z prawdziwego zdarzenia! Lecz każda z legend ma w sobie trochę prawdy. Dziś na ten temat snute są niestworzone teorie. Jedni  mówią że Katniss Everdeen to wariatka, inni że jest bochaterką a jeszcze inni oskarżają o ludobójstwo. Nie sąde by jakkolwiek ją to obchodziło. Ludzie zawsze będą gadać ponieważ dzielą się na trzy grupy: Ci którzy powodują wydarzenia, ci którzy czuwają nad ich przebiegiem i ci którzy nigdy nie dowiedzą się co tak naprawdę się stało. I to właśnie ci ostatni gadają najwięcej. Być może kiedyś jeden z nich dojdzie do mądrego wniosku, że tak naprawde żyją tylko dzięki zwycięzcom. Ja jestem tego świadomy i tak naprawdę po wilelu latach wreszcie mam spokój i mogę w pełni oddać się zajęciu jakim jest patrzenie jak moje zrekonstruowane operacyjnie 80-cio letnie ciało rozpada się wreszcie na kawałki. Umieram i dobrze mi z tym. A wy cieszcie się swoją "wolnością"...
Ciemne masy.














No dobra czas na słowo od "autora" :D
Chciałam strasznie przeprosić każdego kto być może czekał na następny rozdział tak cholernie długo ale przyznam się bez bicia że po pierwsze nie byłam w stanie nic napisać i po drugie z własnej głupoty pozbawiłam się internetu na jakiś czas :/
Lecz to było, mineło, przemineło z wiatrem Amen, ponieważ wracam z pomysłami :D
Jeszcze raz przepraszam...
Ps. Dziękuje za 1200 wyświetleń <3 Kocham was :D

sobota, 3 maja 2014

Annie

     -Idiotka- krzyczy pierwszy.
-Jesteś słaba- rzuca drugi.
-Jim, twój sojusznik pamiętasz? Zginął przez twoją głupotę. Mags też. - szepcze mi do ucha trzeci, a czwarty jeszcze ciszej w kółko powtarza- "Poległy żołnież Odair był i na zawsze pozostanie naszym bohaterem i wzorem do naśladowania. Był ucieleśnieniem odwagi i poświęcenia, której być może my nigdy w sobie nie odnajdziemy. Niech mu ziemia lekką będzie."
- NIE!- chcę krzyknąć-Ziemia nie będzie mu lekka, nawet nie został pochowany ponieważ z jego ciała pozostał tylko krwawy stos mięsa zmieszany ze szczątkami zmiechów które go zabiły! - chcę wykrzyczeć, ale zagłusza mnie przenikliwy pisk porzprzedzony wystrzałem z armaty. Chcę się od niego odgrodzić,więc zatykam uszy tak mocno jakbym chciała zgnieść sobie czaszkę gołymi rękoma. Po dłuższej chwili wszystko cichnie, a ja marzę o tym by już nigdy się nie poruszyć. Chcę leżeć nieruchomo godzinami i wysłuchiwać najmniejszego szmeru w nadzei, że może jednak tu wróci. Przypominam sobie te wszystkie dni, które przesiedzieliśmy, plecąc sieci na skrawku plaży którą widzę za oknem. Choć staram się zapomnieć o tych wszystkich obietnicach wypowiedzianych w podziemiach, one kołaczą się w mojej głowie nie dając mi spokoju; "Będzimy mieszkać w tym domku przy plaży, a za nim posadzimy dwa drzewa, a jak urosną zrobimy tam wielką huśtawkę." Drzewka już rosną za domkiem na plaży w którym mieszkam. A raczej mieszkamy. Wprowadził się tu ze mną ktoś jeszcze. Mała osóbka która stała się całym moim życiem. Tak bardzo się bałam,że nie uda mi się go wychować. Już kiedy się urodził wiedziałam,że nie będzie taki jak ja. Myśle, że tak jest najlepiej. Gdy dorośnie będzie silny i mądry. To dla niego codziennie wstaję z łóżka i biję się z głosami próbującymi uświadomić mi jaka jestem bezużyteczna. Nagle z zamyślenia wyrywa mnie odgłos szybkich małych kroków i chwilę później czuje jak chłopiec wkakuje na łożko. Przeczesuje rękoma burze brązowych włosów i mimowolnie się uśmiecham. Światło księżyca pada na jego buzię, kiedy patrzy się na mnie tymi zielononiebieskimi oczami.
- Mama, czemu ty płaczesz?- pyta się obejmując małymi rączkami moją szyję
- Czemu miałabym płakać skarbie?- pytam się, choć bardzo dobrze znam odpowiedź.
-Ja nie wiem czemu, ale on mówi, że ty często płacesz.
- On?
Chcę dowiedzieć się o kim mówi, choć domyślam się kto to może być. Chcę wypytać go kiedy i jak go widział, ale mały już zasypia. Przed odpłynięciem mówi tylko:
- On cię mocno kocha i jak ty płaczesz to jego bardzo boli i jest mu smutno. Proszę nie płacz już więcej.








Kolejny krótki post, lecz ten był jednym z najtrudniejszych do napisania, dośc długo go przygotowywałam, między innymi  słuchałam tego oraz  tego by móc chociaż w przybliżeniu poczuć się tak ja ona. Mam nadzieję że się podobało.