Rozszczepienie osobowości. Skutek uboczny tortur. Taką diagnozę nam postawili gdy odkryli że przejąłeś nade mną kontrolę i wmawiałeś mi kłamstwa. Mówili że kiedyś zostawisz mnie w spokoju, że nie usłyszę już twojego głosu w swojej głowie, że nie będzie "nas", że zostanę tylko "ja". Prawdziwy ja i moja rodzina. Bo widzisz; to nasza ostatnia rozmowa. Wiem że nie będę już musiał wmawiać sobie że odejdziesz "kiedyś", bo zrobisz to dzisiaj, teraz. Ale zanim znikniesz, chcę byś zobaczył coś czego nigdy nie zrozumiesz, coś czym Capitol nie obdarzył cie zanim pozwolił ci przejąć nade mną kontrolę. Spójrz tam. W prawo, na łóżko. Popatrz tylko na to co chciałeś zabić. Uśmiechają się przez sen. Dwie najpiękniejsze istoty jakie widział ten świat. Spójrz jak słońce pada na twarz mojej dziewczynki, jak jej drobne ciałko wtula się w nabrzmiały brzuch matki. Niedługo obydwie obudzą się, otworzą oczy, uśmiechną się do mnie a ja przytulę je obydwie i powiem im, że cię już nie ma, że może być już tylko lepiej. Być może odchodząc nie zabierzesz ze sobą moich koszmarów,nie przywrócisz mi utraconych wspomnień, ani nie oddasz światła które zabrałeś, ale nie martw się. Nie muszę mieć w sobie jakiegokolwiek światła. Wystarczy, że świeci ono przy mnie codziennie. Ale na razie tylko spójrz. Wsłuchaj się w powietrze które wypełnia ich zdrowe płuca.
Słyszysz to?
To życie.
No nareszcie jestem z powrotem! Przepraszam za ten cały czas kiedy nic się tutaj nie działo. Tłumaczyłam się w poprzednim poście. Teraz wracam i obiecuję że następny rozdział będzie dłuższy. :D
Mam nadzieję, że wracam na dobre.
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
niedziela, 27 lipca 2014
"Ogłoszenie"
Ci którzy tu bywają, zauważyli już pewnie zerową aktywność z mojej strony, za którą z całego serca przepraszam. Mogę się tylko tłumaczyć całkowitym brakiem czasu mimo wakacji oraz brakiem jakiejkolwiek weny. Zawieszam więc bloga na czas nieokreślony. Jeszcze raz przepraszam.
sobota, 31 maja 2014
Caesar Flickerman
Rozdział dedykuję Kelsey Donner
"Człowiek przyzwyczai się do wszystkiego, jeżeli tylko osiągnie właściwy stopień uległości"- Słowa te zostały wypowiedziane być może setki lat temu, lecz do dziś nie straciły swojej wartości. Umiemy przyzwyczaić się do wszystkiego; bólu, rutyny, ciągłych zmartwień, niewolniczej pracy, czy głodu. TAk działał stary system tego kraju. Większość pokornie przyjmowała ciężar głódu na swoje barki myśląc, że tak poprostu musi być. Kapitol winił dystykty za wszelkie zło z przeszłości i kazał za nie płacić. Trybut- Kiedyś danina pieniężna została "ożywiona". Składała się z dwójki dzieci. No właśnie. Były to tylko wystraszone dzieci. Przez te 40 lat widziałem wiele takich. Niektóre okazywały swój strach, niektóre wręcz przeciwnie, myślały, że one tu żądzą i za wszelką cenę chciały pokazać swą żądzę mordu. Tysiące z nich zgineło pozostawiając za sobą całe życie oraz bliskich. Przez lata pokazywali telewidzom na ile sposobów można umrzeć. A jaka była moja rola w tym widowisku? Uczłowieczałem je. Sprawiałem, że masy śmiały się i skakały w euforii na widok rozlewu krwi a ludzie prowadzący zakłady przelewali swoje pieniądze do kieszeni włady oraz organizatorów oraz by ci zastraszeni biedacy w dystryktach myśleli że to ich wina.Tym zajmowałem się od 35-tych Głodowych Igrzysk gdy mój ojciec, ówczesny organizator zaproponował mi tę pracę. Miałem 30 lat,ukończone najlepsze studia dziennikarskie na jednej z uczelni Kapitolu. Wśród tych wszystkich idiotów biegnących w pogoni od przyjęcia do przyjęcia przystrojeni wszystkim co się da, kontakt z ludźmi "z innego świata" wydawał mi się bardzo interesujący. I tak przez 40 lat rozpraszałem te bezmózgie towarzystwo nazywając kłamstwo alternatywną prawdą. Do czasu aż do naszego małego,kolorowego świata wkroczyła pewna dziwna istotka. Katniss Everdeen. Niby zwykły trybut, wydawałoby się że zginie jako jedna z pierwszych. Niby nic nieznacząca pusta kretynka, jak to mówiły jej współzawodniczki. Myślę, że jej mentor na siłę usiłował zrobić z niej zachwyconyą wszystkim małą dziewczynkę, choć tak naprawdę wiedział że to zły pomysł, ponieważ byli tacy sami. Znam się na ludziach, i przysięgam że gdy stanąłem zobaczylem to samo co 24 lata temu na drugim Ćwierczwieczu Poskromienia. Taki sam błysk w oku, taka sama pogarda dla całego świata. Miałem przed sobą damską wersję Haymitch'a tylko że owiniętą w kokon ze słodkości. Widać było że nie miała strategii. Strategię wymyślił ktoś inny. Ktoś kto tak naprawdę nigdy nie udawał. Moim zdaniem pasowali do siebie. Zamknięta w sobie dziewczyna i pogodny charyzmatyczny chłopak. Miłość od dzieciństwa itd,itp. Istna telewizyjna koplania złota oraz wprost idealna historyjka by zapchać ludziom umysły. Legenda z prawdziwego zdarzenia! Lecz każda z legend ma w sobie trochę prawdy. Dziś na ten temat snute są niestworzone teorie. Jedni mówią że Katniss Everdeen to wariatka, inni że jest bochaterką a jeszcze inni oskarżają o ludobójstwo. Nie sąde by jakkolwiek ją to obchodziło. Ludzie zawsze będą gadać ponieważ dzielą się na trzy grupy: Ci którzy powodują wydarzenia, ci którzy czuwają nad ich przebiegiem i ci którzy nigdy nie dowiedzą się co tak naprawdę się stało. I to właśnie ci ostatni gadają najwięcej. Być może kiedyś jeden z nich dojdzie do mądrego wniosku, że tak naprawde żyją tylko dzięki zwycięzcom. Ja jestem tego świadomy i tak naprawdę po wilelu latach wreszcie mam spokój i mogę w pełni oddać się zajęciu jakim jest patrzenie jak moje zrekonstruowane operacyjnie 80-cio letnie ciało rozpada się wreszcie na kawałki. Umieram i dobrze mi z tym. A wy cieszcie się swoją "wolnością"...
Ciemne masy.
No dobra czas na słowo od "autora" :D
Chciałam strasznie przeprosić każdego kto być może czekał na następny rozdział tak cholernie długo ale przyznam się bez bicia że po pierwsze nie byłam w stanie nic napisać i po drugie z własnej głupoty pozbawiłam się internetu na jakiś czas :/
Lecz to było, mineło, przemineło z wiatrem Amen, ponieważ wracam z pomysłami :D
Jeszcze raz przepraszam...
Ps. Dziękuje za 1200 wyświetleń <3 Kocham was :D
"Człowiek przyzwyczai się do wszystkiego, jeżeli tylko osiągnie właściwy stopień uległości"- Słowa te zostały wypowiedziane być może setki lat temu, lecz do dziś nie straciły swojej wartości. Umiemy przyzwyczaić się do wszystkiego; bólu, rutyny, ciągłych zmartwień, niewolniczej pracy, czy głodu. TAk działał stary system tego kraju. Większość pokornie przyjmowała ciężar głódu na swoje barki myśląc, że tak poprostu musi być. Kapitol winił dystykty za wszelkie zło z przeszłości i kazał za nie płacić. Trybut- Kiedyś danina pieniężna została "ożywiona". Składała się z dwójki dzieci. No właśnie. Były to tylko wystraszone dzieci. Przez te 40 lat widziałem wiele takich. Niektóre okazywały swój strach, niektóre wręcz przeciwnie, myślały, że one tu żądzą i za wszelką cenę chciały pokazać swą żądzę mordu. Tysiące z nich zgineło pozostawiając za sobą całe życie oraz bliskich. Przez lata pokazywali telewidzom na ile sposobów można umrzeć. A jaka była moja rola w tym widowisku? Uczłowieczałem je. Sprawiałem, że masy śmiały się i skakały w euforii na widok rozlewu krwi a ludzie prowadzący zakłady przelewali swoje pieniądze do kieszeni włady oraz organizatorów oraz by ci zastraszeni biedacy w dystryktach myśleli że to ich wina.Tym zajmowałem się od 35-tych Głodowych Igrzysk gdy mój ojciec, ówczesny organizator zaproponował mi tę pracę. Miałem 30 lat,ukończone najlepsze studia dziennikarskie na jednej z uczelni Kapitolu. Wśród tych wszystkich idiotów biegnących w pogoni od przyjęcia do przyjęcia przystrojeni wszystkim co się da, kontakt z ludźmi "z innego świata" wydawał mi się bardzo interesujący. I tak przez 40 lat rozpraszałem te bezmózgie towarzystwo nazywając kłamstwo alternatywną prawdą. Do czasu aż do naszego małego,kolorowego świata wkroczyła pewna dziwna istotka. Katniss Everdeen. Niby zwykły trybut, wydawałoby się że zginie jako jedna z pierwszych. Niby nic nieznacząca pusta kretynka, jak to mówiły jej współzawodniczki. Myślę, że jej mentor na siłę usiłował zrobić z niej zachwyconyą wszystkim małą dziewczynkę, choć tak naprawdę wiedział że to zły pomysł, ponieważ byli tacy sami. Znam się na ludziach, i przysięgam że gdy stanąłem zobaczylem to samo co 24 lata temu na drugim Ćwierczwieczu Poskromienia. Taki sam błysk w oku, taka sama pogarda dla całego świata. Miałem przed sobą damską wersję Haymitch'a tylko że owiniętą w kokon ze słodkości. Widać było że nie miała strategii. Strategię wymyślił ktoś inny. Ktoś kto tak naprawdę nigdy nie udawał. Moim zdaniem pasowali do siebie. Zamknięta w sobie dziewczyna i pogodny charyzmatyczny chłopak. Miłość od dzieciństwa itd,itp. Istna telewizyjna koplania złota oraz wprost idealna historyjka by zapchać ludziom umysły. Legenda z prawdziwego zdarzenia! Lecz każda z legend ma w sobie trochę prawdy. Dziś na ten temat snute są niestworzone teorie. Jedni mówią że Katniss Everdeen to wariatka, inni że jest bochaterką a jeszcze inni oskarżają o ludobójstwo. Nie sąde by jakkolwiek ją to obchodziło. Ludzie zawsze będą gadać ponieważ dzielą się na trzy grupy: Ci którzy powodują wydarzenia, ci którzy czuwają nad ich przebiegiem i ci którzy nigdy nie dowiedzą się co tak naprawdę się stało. I to właśnie ci ostatni gadają najwięcej. Być może kiedyś jeden z nich dojdzie do mądrego wniosku, że tak naprawde żyją tylko dzięki zwycięzcom. Ja jestem tego świadomy i tak naprawdę po wilelu latach wreszcie mam spokój i mogę w pełni oddać się zajęciu jakim jest patrzenie jak moje zrekonstruowane operacyjnie 80-cio letnie ciało rozpada się wreszcie na kawałki. Umieram i dobrze mi z tym. A wy cieszcie się swoją "wolnością"...
Ciemne masy.
No dobra czas na słowo od "autora" :D
Chciałam strasznie przeprosić każdego kto być może czekał na następny rozdział tak cholernie długo ale przyznam się bez bicia że po pierwsze nie byłam w stanie nic napisać i po drugie z własnej głupoty pozbawiłam się internetu na jakiś czas :/
Lecz to było, mineło, przemineło z wiatrem Amen, ponieważ wracam z pomysłami :D
Jeszcze raz przepraszam...
Ps. Dziękuje za 1200 wyświetleń <3 Kocham was :D
sobota, 3 maja 2014
Annie
-Idiotka- krzyczy pierwszy.
-Jesteś słaba- rzuca drugi.
-Jim, twój sojusznik pamiętasz? Zginął przez twoją głupotę. Mags też. - szepcze mi do ucha trzeci, a czwarty jeszcze ciszej w kółko powtarza- "Poległy żołnież Odair był i na zawsze pozostanie naszym bohaterem i wzorem do naśladowania. Był ucieleśnieniem odwagi i poświęcenia, której być może my nigdy w sobie nie odnajdziemy. Niech mu ziemia lekką będzie."
- NIE!- chcę krzyknąć-Ziemia nie będzie mu lekka, nawet nie został pochowany ponieważ z jego ciała pozostał tylko krwawy stos mięsa zmieszany ze szczątkami zmiechów które go zabiły! - chcę wykrzyczeć, ale zagłusza mnie przenikliwy pisk porzprzedzony wystrzałem z armaty. Chcę się od niego odgrodzić,więc zatykam uszy tak mocno jakbym chciała zgnieść sobie czaszkę gołymi rękoma. Po dłuższej chwili wszystko cichnie, a ja marzę o tym by już nigdy się nie poruszyć. Chcę leżeć nieruchomo godzinami i wysłuchiwać najmniejszego szmeru w nadzei, że może jednak tu wróci. Przypominam sobie te wszystkie dni, które przesiedzieliśmy, plecąc sieci na skrawku plaży którą widzę za oknem. Choć staram się zapomnieć o tych wszystkich obietnicach wypowiedzianych w podziemiach, one kołaczą się w mojej głowie nie dając mi spokoju; "Będzimy mieszkać w tym domku przy plaży, a za nim posadzimy dwa drzewa, a jak urosną zrobimy tam wielką huśtawkę." Drzewka już rosną za domkiem na plaży w którym mieszkam. A raczej mieszkamy. Wprowadził się tu ze mną ktoś jeszcze. Mała osóbka która stała się całym moim życiem. Tak bardzo się bałam,że nie uda mi się go wychować. Już kiedy się urodził wiedziałam,że nie będzie taki jak ja. Myśle, że tak jest najlepiej. Gdy dorośnie będzie silny i mądry. To dla niego codziennie wstaję z łóżka i biję się z głosami próbującymi uświadomić mi jaka jestem bezużyteczna. Nagle z zamyślenia wyrywa mnie odgłos szybkich małych kroków i chwilę później czuje jak chłopiec wkakuje na łożko. Przeczesuje rękoma burze brązowych włosów i mimowolnie się uśmiecham. Światło księżyca pada na jego buzię, kiedy patrzy się na mnie tymi zielononiebieskimi oczami.
- Mama, czemu ty płaczesz?- pyta się obejmując małymi rączkami moją szyję
- Czemu miałabym płakać skarbie?- pytam się, choć bardzo dobrze znam odpowiedź.
-Ja nie wiem czemu, ale on mówi, że ty często płacesz.
- On?
Chcę dowiedzieć się o kim mówi, choć domyślam się kto to może być. Chcę wypytać go kiedy i jak go widział, ale mały już zasypia. Przed odpłynięciem mówi tylko:
- On cię mocno kocha i jak ty płaczesz to jego bardzo boli i jest mu smutno. Proszę nie płacz już więcej.
Kolejny krótki post, lecz ten był jednym z najtrudniejszych do napisania, dośc długo go przygotowywałam, między innymi słuchałam tego oraz tego by móc chociaż w przybliżeniu poczuć się tak ja ona. Mam nadzieję że się podobało.
-Jesteś słaba- rzuca drugi.
-Jim, twój sojusznik pamiętasz? Zginął przez twoją głupotę. Mags też. - szepcze mi do ucha trzeci, a czwarty jeszcze ciszej w kółko powtarza- "Poległy żołnież Odair był i na zawsze pozostanie naszym bohaterem i wzorem do naśladowania. Był ucieleśnieniem odwagi i poświęcenia, której być może my nigdy w sobie nie odnajdziemy. Niech mu ziemia lekką będzie."
- NIE!- chcę krzyknąć-Ziemia nie będzie mu lekka, nawet nie został pochowany ponieważ z jego ciała pozostał tylko krwawy stos mięsa zmieszany ze szczątkami zmiechów które go zabiły! - chcę wykrzyczeć, ale zagłusza mnie przenikliwy pisk porzprzedzony wystrzałem z armaty. Chcę się od niego odgrodzić,więc zatykam uszy tak mocno jakbym chciała zgnieść sobie czaszkę gołymi rękoma. Po dłuższej chwili wszystko cichnie, a ja marzę o tym by już nigdy się nie poruszyć. Chcę leżeć nieruchomo godzinami i wysłuchiwać najmniejszego szmeru w nadzei, że może jednak tu wróci. Przypominam sobie te wszystkie dni, które przesiedzieliśmy, plecąc sieci na skrawku plaży którą widzę za oknem. Choć staram się zapomnieć o tych wszystkich obietnicach wypowiedzianych w podziemiach, one kołaczą się w mojej głowie nie dając mi spokoju; "Będzimy mieszkać w tym domku przy plaży, a za nim posadzimy dwa drzewa, a jak urosną zrobimy tam wielką huśtawkę." Drzewka już rosną za domkiem na plaży w którym mieszkam. A raczej mieszkamy. Wprowadził się tu ze mną ktoś jeszcze. Mała osóbka która stała się całym moim życiem. Tak bardzo się bałam,że nie uda mi się go wychować. Już kiedy się urodził wiedziałam,że nie będzie taki jak ja. Myśle, że tak jest najlepiej. Gdy dorośnie będzie silny i mądry. To dla niego codziennie wstaję z łóżka i biję się z głosami próbującymi uświadomić mi jaka jestem bezużyteczna. Nagle z zamyślenia wyrywa mnie odgłos szybkich małych kroków i chwilę później czuje jak chłopiec wkakuje na łożko. Przeczesuje rękoma burze brązowych włosów i mimowolnie się uśmiecham. Światło księżyca pada na jego buzię, kiedy patrzy się na mnie tymi zielononiebieskimi oczami.
- Mama, czemu ty płaczesz?- pyta się obejmując małymi rączkami moją szyję
- Czemu miałabym płakać skarbie?- pytam się, choć bardzo dobrze znam odpowiedź.
-Ja nie wiem czemu, ale on mówi, że ty często płacesz.
- On?
Chcę dowiedzieć się o kim mówi, choć domyślam się kto to może być. Chcę wypytać go kiedy i jak go widział, ale mały już zasypia. Przed odpłynięciem mówi tylko:
- On cię mocno kocha i jak ty płaczesz to jego bardzo boli i jest mu smutno. Proszę nie płacz już więcej.
Kolejny krótki post, lecz ten był jednym z najtrudniejszych do napisania, dośc długo go przygotowywałam, między innymi słuchałam tego oraz tego by móc chociaż w przybliżeniu poczuć się tak ja ona. Mam nadzieję że się podobało.
niedziela, 20 kwietnia 2014
Ranny mężczyzna z "Orzecha"
Nie mogłem strzelić do dziewczyny,choć na początku tak bardzo tego chciałem. Nie po tym co usłyszałem.Otworzyła mi oczy. Miałem do niej żal o to,że odebrała mi to co najbardziej ceniłem w życiu.Moją córkę. Gdy się urodziła,mieliśmy z moją obecną żoną dopiero 15 lat. Można powiedzieć,że dorastaliśmy razem z naszym dzieckiem. Byliśmy dość stanowczymi rodzicami,jak na drugi dystrykt przystało. Chcieliśmy by nasza córka stała się silna i przygotowana na wszystko. Taka też była. Uparta,silna. Byłem z niej dumny,a przez to nie zauważyłem,że moja dziewczynka zmienia się w przeszkolonego zabójcę. Z żoną myśleliśmy,że to coś normalnego,przecież wszystkie dzieciaki z naszego dystryktu ciężko trenowały. Nie martwiłem się kiedy została wylosowana. Myślałem;"Poradzi sobie i wróci do domu jako zwyciężczyni". Pozatym miała przy sobie swojego przyjaciela. Chłopak z sąsiedztwa,znali się praktycznie od kołyski.Często u nas przesiadywał,chcąc oderwać się od brutalnego ojca i matki obecnej tylko ciałem. Zawsze rano gdy wychodziłem do pracy do kamieniołomu,dosłownie mijałem go w drzwiach.Witał się ze mną i wychodził z moją córką do szkoły lub na treningi. Zawsze podejrzewałem,że nie łączy ich tylko przyjaźń,a w godzine śmierci mojego dziecka,chłopak najlepiej to udowodnił. Nie potrafie opisać goryczy i żądzy mordu którą poczułem,gdy zobaczyłem jak umiera sens mojego życia.Winiłem wszystkich,tylko nie rząd i system w jakim przyszło nam żyć. Lecz gdy rok później po wysadzeniu przez rebeliantów mojego miejsca pracy, miałem okazję zabić Katniss Everdeen,którą obwiniałem za wszystkie nieszczęścia które spadły na moją rodzinę,nie zrobiłem tego. Po wysłuchaniu jej słów zrozumiałem,że to nie ona ani ten wyrośnięty dzieciak z jedenastki,lecz cholerny system tak wcześnie odebrał mi Colve,moją córeczkę.
Dzisiaj dość krótko :)
Mam nadzieję że się podoba. Opinie mile widziane :D
ps.Wesołych Świąt i Mokrego Dyngusa :))) haha
Dzisiaj dość krótko :)
Mam nadzieję że się podoba. Opinie mile widziane :D
ps.Wesołych Świąt i Mokrego Dyngusa :))) haha
czwartek, 17 kwietnia 2014
Liebster Award
Mój blog został nominowany do Liebster Award przez Amanda...
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za ''dobrze wykonywaną robotę'' Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na jedenaście pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz jedenaście osób(informujesz ich o tym) oraz zadajesz im jedenaście pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za ''dobrze wykonywaną robotę'' Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na jedenaście pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz jedenaście osób(informujesz ich o tym) oraz zadajesz im jedenaście pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.
Pytania, które zadała mi Amanda
1. Jaka jest Twoja szczęśłiwa liczba?
2. Co Cię denerwuje?
3. Jak długo trwa Twoja przygoda z blogiem?
4. Jak się zaczęła?
5. Myślisz, że magia istnieje?
6. Gdybyś mogła co byś w sobie zmieniła?
7. Kto jest Twoim ideałem?
8. Uważasz, że życie jest sprawiedliwe? Dlaczego?
9. Jaki jest Twój ulubiony pisarz?
10. Jakie są Twoje pasje?
11. Jaki jest Twój ulubiony blog?
2. Co Cię denerwuje?
3. Jak długo trwa Twoja przygoda z blogiem?
4. Jak się zaczęła?
5. Myślisz, że magia istnieje?
6. Gdybyś mogła co byś w sobie zmieniła?
7. Kto jest Twoim ideałem?
8. Uważasz, że życie jest sprawiedliwe? Dlaczego?
9. Jaki jest Twój ulubiony pisarz?
10. Jakie są Twoje pasje?
11. Jaki jest Twój ulubiony blog?
Odpowiedzi:
1. Liczba 3
2.Denerwuje mnie multum rzeczy; Jednak najbardziej wkurza mnie jad wypluwany tu w Internecie.
3.Trwa już od ok. 2 miesięcy
4.Poprostu pewnego dnia po głowie zaczeło obijać mi się wiele historyjek i postanowiłam je zapisać,
5.Tak.Lecz ma wiele innych nazw.
6.Wyeliminowała bym niektóre swoje nawyki (a raczej znalazła motywacje do ich wyeliminowania)
7.Ideałów nie ma.
8.Za mało znam życie by móc to ocenić.
9.Éric-Emmanuel Schmitt,John Green,Suzanne Collins,Stephen King i wielu wielu innych
10.Uwielbam rysować,czytać,wymyślać opowiadania i poprostu rozmyślać.
11.Nie potrafię wybrać ulubionego.
Nominuję blogi:
1.http://dalszezyciepeetniss.blogspot.com/
Narazie tylko ten może pózniej dodam inne.
Pytania do nominowanych:
1.Czy lubisz swoje obecne życie?
2.Wolisz e-book'i czy prawdziwe książki?
3.Jesteś raczej smutna/y czy wesoła/y?
4.Co jest dla ciebie w życiu na pierwszym miejscu?
5.Czy masz swój ideał? Jeśli to kto nim jest?
6.Jeśli byś miał/a jakąś supermoc,jaka by była?
7.Malowanie farbami czy szkic ołówkiem?
8.Jakie są twoje pasje?
9.Jaki byłby świat bez marzeń?
10.Twoja szęśliwa liczba?
11.Ulubiony blog?
4.Poprostu pewnego dnia po głowie zaczeło obijać mi się wiele historyjek i postanowiłam je zapisać,
5.Tak.Lecz ma wiele innych nazw.
6.Wyeliminowała bym niektóre swoje nawyki (a raczej znalazła motywacje do ich wyeliminowania)
7.Ideałów nie ma.
8.Za mało znam życie by móc to ocenić.
9.Éric-Emmanuel Schmitt,John Green,Suzanne Collins,Stephen King i wielu wielu innych
10.Uwielbam rysować,czytać,wymyślać opowiadania i poprostu rozmyślać.
11.Nie potrafię wybrać ulubionego.
Nominuję blogi:
1.http://dalszezyciepeetniss.blogspot.com/
Narazie tylko ten może pózniej dodam inne.
Pytania do nominowanych:
1.Czy lubisz swoje obecne życie?
2.Wolisz e-book'i czy prawdziwe książki?
3.Jesteś raczej smutna/y czy wesoła/y?
4.Co jest dla ciebie w życiu na pierwszym miejscu?
5.Czy masz swój ideał? Jeśli to kto nim jest?
6.Jeśli byś miał/a jakąś supermoc,jaka by była?
7.Malowanie farbami czy szkic ołówkiem?
8.Jakie są twoje pasje?
9.Jaki byłby świat bez marzeń?
10.Twoja szęśliwa liczba?
11.Ulubiony blog?
sobota, 12 kwietnia 2014
Effie
Pociąg mknie z tak wielką prędkością,a ledwo to czuć. Do niedawna lubiłam pociągi,a teraz korzystam z tego środku transportu tylko w wyjątkowych sytuacjach. Dziś jest jedna z tych wyjątkowych sytuacji. Narodziny nowego dziecka. Kto by pomyślał...To już ich drugie dziecko.Tym razem to mały chłopiec. Gdy urodziła się dziewczynka,nie mogłam przyjechać z Kapitolu z powodu śnieżycy. Teraz,za oknem pociągu widzę lekko pożółkłe lub zaczerwienione liście,które niedługo zaczną spadać z drzew. Za parę minut będę już w dwunastym dystkyktcie. Ostatni raz wchodzę do łazienki i przyglądam się swojemu odbiciu w lustrze. Makijaż i fioletowa peruka idealnie zakrywają to czego nienawidzę,czyli moją twarz. Nigdy nie mogłam na nią patrzeć,a po paromiesięcznym "podycie" w ciasnej klitce w Kapitolu,nienawidze jej jeszcze bardziej. Nie mam blizn.Wszystkie zostały operacyjnie usunięte,lecz te wszystkie wydarzenia wyryły się w mojej pamięci. Krzyki,bezsensowne pytania,wrzątek parzący mi ciało i wiele innych wyszukanych metod tortur. Nic się odemnie nie dowiedzieli. W głowie przez cały czas kołotała mi się myśl "Nie możesz zdradzić tych dzieci". To prawda. Nie mogłam wydać moich zwycięzców. Może i dorastałam w Kapitolu, lecz w podświadomości pozostały mi zwyczaje z miejsca gdzie zaczeło się moje życie. Pochodzę z drugiego dystryktu. Miałam tam matkę i siostrę. Kiedyś... We mglistych wspomnieniach widzę dożynki w dwójce. Mama trzyma mnie na rękach,moja siostra zostaje wylosowana,na jej twarzy nie widać ani cienia strachu.W końcu była na to przygotowana. Mama ślęcząca przed telewizorem a potem zalewająca się łzami nad wąską trumną dostarczoną do domu. Nie wiedziałam co w niej jest i zadawałam mamie natrętne pytania.
-Mamo kiedy wróci Bera?
Miała na imię Berenica. Zawsze skracałyśmy swoje dziwne imiona. Ja mówiłam na nią Bera, ona na mnie Ofka. Tylko ona mnie tak nazywała. Kochałam ją, mimo tego,że byłam wtedy małym dzieckiem. A ona odeszła. Pare tygodni po pogrzebie,matka oznajmiła mi,że przeprowadzamy do jej nowego chłopaka.Nigdy nie była osobą wiążącą się z kimś na dłuższą metę. Myślę,że chciała wykorzystać możliwość bezpowrotnego wyjazdu do Kapitolu. W drugim dystrytktcie takie rzeczy się zdarzały,nie było to jakaś sensacją.Więc takim oto sposobem zamieszkałyśmy w Kapitolu z jej nowym mężem-brutalem. Często ją bił,a ona bała się z nim rozstać. Przez wiele lat namawiałam ją do tego,a gdy uświadomiłam sobie,że to na nic,chwyciłam się pierwszej pracy by wyprowadzić się z tego domu wariatów.I tak zostałam eskortą dwunastego dystryktu .Reszta to już tylko mało znaczące momenty. Z zamyślenia wyrywa mnie pisk zatrzymującego się pociągu. Jesteśmy na miejscu.Muszę przyznać,że stacja została solidnie odbudowana.Dystrykt 12 tak jak i Kapitol powrócił do życia.W samym centrum Kapitolu postawiono 12 wielkich i 12 małych głazów, po jednym dużym i małym dla każdego dystryktu. Na wielkich zostały wykute imiona i nazwiska wsystkich poległych trybutów, a na małych nazwiska zwycięzców. W sumie około 1800 osób. Pod Wioską Zwycięzców na spotkanie wychodzi mi Haymitch. Przez te wszystkie lata zdążyłam nauczyć się ignorować jego chamskie zaczepki oraz całkowity brak kultury i częsty brak higieny osobistej.Gdy mnie obejmuje nie czuje od niego znajomego smodu alkoholu, co mnie niezmienie zadowala. Prowadzi mnie do jednego z domów informując mnie przy tym,że Katniss ma się dobrze. Już przechodząc przez próg słyszę odgłos dziecięcych stóp i radosne krzyki.Jak to mówią "W domu pełnym dzieci, diabeł traci swą moc". Tylko,że z tego co wiem w tym domu mieszka tylko jedne umiące chodzic i w miarę mówić dziecko. To Hope która potrafi narobić hałasu za dziesięciu,żywe srebro.Widzę jak skacze wokół swojego ojca krzycząc;
-Daj go zobaczyć! Tata,daj go zobaczyć!
Tak to jest jak nie uczy się dziecka dobrych manier.Jednak na widok dziewczynki odruchowo się uśmiecham i przytulam ją mocno gdy do mnie podbiega i posłusznie idę za nią, gdy ciągnąc mnie za rękę prowadzi mnie do sypialni.
-Widzisz ciociu mam braciszka.-mówi gdy wchodzimy do pokoju.
-Mamo kiedy wróci Bera?
Miała na imię Berenica. Zawsze skracałyśmy swoje dziwne imiona. Ja mówiłam na nią Bera, ona na mnie Ofka. Tylko ona mnie tak nazywała. Kochałam ją, mimo tego,że byłam wtedy małym dzieckiem. A ona odeszła. Pare tygodni po pogrzebie,matka oznajmiła mi,że przeprowadzamy do jej nowego chłopaka.Nigdy nie była osobą wiążącą się z kimś na dłuższą metę. Myślę,że chciała wykorzystać możliwość bezpowrotnego wyjazdu do Kapitolu. W drugim dystrytktcie takie rzeczy się zdarzały,nie było to jakaś sensacją.Więc takim oto sposobem zamieszkałyśmy w Kapitolu z jej nowym mężem-brutalem. Często ją bił,a ona bała się z nim rozstać. Przez wiele lat namawiałam ją do tego,a gdy uświadomiłam sobie,że to na nic,chwyciłam się pierwszej pracy by wyprowadzić się z tego domu wariatów.I tak zostałam eskortą dwunastego dystryktu .Reszta to już tylko mało znaczące momenty. Z zamyślenia wyrywa mnie pisk zatrzymującego się pociągu. Jesteśmy na miejscu.Muszę przyznać,że stacja została solidnie odbudowana.Dystrykt 12 tak jak i Kapitol powrócił do życia.W samym centrum Kapitolu postawiono 12 wielkich i 12 małych głazów, po jednym dużym i małym dla każdego dystryktu. Na wielkich zostały wykute imiona i nazwiska wsystkich poległych trybutów, a na małych nazwiska zwycięzców. W sumie około 1800 osób. Pod Wioską Zwycięzców na spotkanie wychodzi mi Haymitch. Przez te wszystkie lata zdążyłam nauczyć się ignorować jego chamskie zaczepki oraz całkowity brak kultury i częsty brak higieny osobistej.Gdy mnie obejmuje nie czuje od niego znajomego smodu alkoholu, co mnie niezmienie zadowala. Prowadzi mnie do jednego z domów informując mnie przy tym,że Katniss ma się dobrze. Już przechodząc przez próg słyszę odgłos dziecięcych stóp i radosne krzyki.Jak to mówią "W domu pełnym dzieci, diabeł traci swą moc". Tylko,że z tego co wiem w tym domu mieszka tylko jedne umiące chodzic i w miarę mówić dziecko. To Hope która potrafi narobić hałasu za dziesięciu,żywe srebro.Widzę jak skacze wokół swojego ojca krzycząc;
-Daj go zobaczyć! Tata,daj go zobaczyć!
Tak to jest jak nie uczy się dziecka dobrych manier.Jednak na widok dziewczynki odruchowo się uśmiecham i przytulam ją mocno gdy do mnie podbiega i posłusznie idę za nią, gdy ciągnąc mnie za rękę prowadzi mnie do sypialni.
-Widzisz ciociu mam braciszka.-mówi gdy wchodzimy do pokoju.
Katniss siedzi na łóżku trzymając w ramionach zawiniątko.Podchodzę trochę niepewnie żeby zobaczyć małą główke o cieńkich blond loczkach. Nie wiem co mam powiedzieć,a Katniss bez słowa daje mi zawinątko. Może to o to chodzi? O takie małe chwile w życiu? Przerwy w codziennej bieganinie i szarości?Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz,i tak właśnie powinno być. Trzeba chwytać się tego co daje nam choćby najmniejsze szczęście,bo każda chwila może być naszą ostatnią,więc musi być wyjątkowa. Więc postanawiam,że od dziś każdy moment będzie tym najpiękniejszym.
Troche krótko i być może ciut słabo, ale wybaczcie mi proszę, moja wena obecnie wyjechała do Afryki :/
Czekam na opinie :)
sobota, 29 marca 2014
Haymitch
-Wielki,wielki,wielki dzień!-głos Effie wyrywa mnie z odrętwienia nazywanego snem.Niechętnie otwieram powieki i widzę jak zniecierpliwiona stoi w drzwiach sypialni.Wyjątkowo nie zasnąłem wczoraj na tym cholernym stole.Obiecałem,że będę trzymać się dziś na nogach.Odklejam więc rękę od noża pod poduszką i wypraszam Effie,a ta wychodzi ciągle trajkocząc o tym jak mało czasu zostało.Nigdy nie zrozumiem jakim cudem ta kobieta zachowała swój entuzjazm po tym co przeszła.Wydaje mi się,że to tylko maska.Wchodzę do łazienki i rzucam okiem na swoje odbicie w lusterku.Parszywa,zapijaczona morda.taki włwśnie jestem.Ale dziś będzie inaczej.Dzisiaj umyję się,ogolę,założę odświętne,nieśnierdzące ubranie i trzezwy wyjdę z domu.Obiecałem im,w końcu to ich dzień.Dzień ich prawdziwego ślubu.Czekali miesiącami i postanowili zakończyć żałobę,chociaż na jeden dzień.Wieczorem po raz pierwszy do zakończenia wojny w dwunastym dystrykcie słuchać będzie muzykę.Wszyscy wysilą mięśnie twarzy by się wreszcie uśmiechnąć i uwolnią prawie niewidzialne resztki szczęścia które w nich zostały.Tego właśnie potrzebujemy.Obietnic lepszego życia,pewności,że śmierć naszych bliskich nie poszła na marne.Nie potrzebujemy szczęśliwych zakończeń, bo wiemy,że takowe istnieją tylko w bajkach.Życie toczy się dalej i nie zatrzyma się na widok naszych łez i cierpienia.Zawsze po ciężkim okresie przychidi taki czas kiedy musimy się pozbierać.Więc moją próbą pozbierania się będzie poprowadzenie Katniss do ołtarza. Ona i chłopak.Niestabilne psychicznie,okaleczone sieroty.Ciągnie swój do swego.Zostali sami na świecie i przylgneli do siebie,by nawzajem leczyć swoje rany.Ich osamotnienie to cena którą zapłacili za wolność.A czym ja za nią zapłaciłem? Staję pod prysznicem i staram się jak najstarannniej zmyć z siebie smród alkoholu.Gdy woda spływa mi po twarzy przed oczami staje mi dwunasty dystrykt sprzed dwudziestu paru lat.Miejsce gdzie żyłem przed igrzyskami.Ludzie których już nie ma.Wspomnienia z Dożynek.Moje imię wyczytane z kartki.Próba nie okazania strachu.Świadomość,że mogę nie wrócić.Pożegnanie z matką i bratem poszło lekko.Kochaliśmy się jak to w rodzinie,ale nigdy nie łączyły nas mocne więzi.Mimo wszystko matka płakała.Czułem wtedy tylko nienawiść do tego gównianego systemu..Po nich do pokoju w pałacu sprawiedliwości weszła jeszcze jedna osoba,przed którą nie byłem w stanie nic ukryć.Victoria Everdeen, ciotka Katniss i siostra jej ojca.Poznałem ją dawno temu dzięki jej bratu.Kupowałem od nich mięso.na początku nie lubiliśmy się ,lecz ta niechęć przerodziła się w przyjazń a potem w coś więcej.Była inna.Miała w sobie coś czego nie posiadał nikt inny z jej rodziny.Każdy znajdował przy niej właściwe słowa.Wystarczyło tylko to,że przysłuchiwała się rozmowie.Nie płakała,przytuliła mnie mocno i przez długi moment parzyła mi w oczy.Nie musiała nic mówić.Każdy odcień szarości w jej tęczówkach mówił za siebie.MUSISZ WYGRAĆ.Nie ma innej możliwości.gdy oderwała wreszcie swój wzrok, wszystko nabrało rozpędu.Parada,wywiady,treningi,"piękno" areny,kolejni trubuci padajacy jak muchy,atakujący mnie zawodowcy,Maysilee Donner ratująca mi życie, nasz sojusz,wędrówka,zmęczenie i strach przed następnym dniem,kamyk odbijający się od pola siłowego i zerwanie sojuszu,krzyk Maysilee i wystrzał za armaty oznaczający jej śmierć a także krew na jej żółtych włosach.W końcu pusty oczodół dziewczyny z jedynki i topór otwierający jej czaszkę.Koronacja i powrót do domu.Jak mogłem być takim idiotą i myśleć,że dadzą mi przeżyć moje życie w spokoju? Tak się cieszyłem,że znowu zobaczę mamę,brata i Victorię.Ta radość była jedyną rzeczą trzymającą z daleka koszmary z areny.To wyszystko byłoby zbyt piękne.Pierwszy tydzień po koronacji. Strażnik pokoju "przez przypadek" zastrzelił moją matkę, cegła "przez przypadek" rozłupała mojemu bratu czaszkę. Na wspomnienie ich zimnych ciał do dzisiaj mam dreszcze.Drugi tydzień. "Przypadkowy" wybuch w kopalni sprawia,że Victoria która dopiero co rozpoczeła pracę w kopalnii,kona przez dwa dni na stole na zapleczu apteki.Ja i ojciec Katniss siedzieliśmy przy niej na zmianę.A córka aptekarza,przyszła matka Katniss i Prim prała,nasączała ziolami i zmieniała okłady,ostrożnie kładąc je na miazgę która była kiedyś klatką piersiową Victorii.Przez pierwszy dzień nieustannie krzyczała w agonii,a aptekarz nie zgodił się na podanie większej dawki morfaliny.Żałował zapasów.W nocy krzyki ucichły zastąpił śpiew ojca Katniss który na ledwie słyszalną prośbę Victorii nucił jej piosenkę o umierającym żołnieżu który smucił się nad tym,że umiera nie zaznając niczego w życiu i prosi "gwiazdę pasterzy" by zabrała go do domu. Przez następny dzień niby nastąpiła poprawa.Mogła znowu w miarę słuszalnie mówić. Siedziałem przy niej sam kiedy odwóciła głowę w moją stronę i wypowiedziała słowa które zostaną mi na zawsze w pamieci.
-Ty będziesz żył.Musisz.Zrób to dla mnie.Proszę.
I zastygła w bezruchu,a pomarańczowe zachodące słońce oswietlało przez chwilę jej jasnoszare oczy o ciemynych obwódkach i kruczoczarne włosy.To był koniec. Dalej nie było już nic.Pochowano ją tak jak chciała na łące bez żadnej tabliczki.Została zapomniana tak jak reszta mojej rodziny.A ja zostałem zupełanie sam.Gwałtownie otwieram oczy.Wystarczy wspomnień na dziś. Wycieram się i wkładam koszulę i spodnie przygotowane specjalnie na dziś.Schodzę na dół i patrzę na śnadanie które najprawdopodobniej Effie zstawiła mi na stole.Zjadam jajecznicę i wychodzę na dwór by przejść na drugą stronę i wchodzę przez otwarte drzwi do domu Katniss.Z piętra dobiegają mnie piski ekipy przygotowawczej z Kapitolu.Pewnie przygotowują pannę młodą. Siadam na dole w salonie i czekam z dobrą godzinę.Na podwóku też trwają przygotowania,tu i ówdzie zaczynają się kłębić goście,przychodzi nowy burmistrz który zgodził się udzielić młodym ślubu.Kilka kobiet rozpala ognisko na którym młodzi upieczą tost i sie nim podzielą.Jako,że nie mam nic do roboty przyglądałem się tylko i bawiłem z małym synkiem Annie.Kropka w kropkę Finnick.Jego matka jest pewnie na piętrze i pomaga przy pannie młodej,a roczny dzeciak biega samopas po podwórku ,jednak zawsze znajdzie się ktoś kto przypilnuje żeby nie zrobił sobie nic złego.Po pewnym czasie przychodzi Peeta.Jest trochę poddenerwowany ale w tych jego niebieskich gałkach widać czyste szczęście.Zasłużył sobie na to wielokrotnie.Ceremonia ma zaraz się zacząć więc idę na górę po Katniss.Cicho pukam,otwieram drzwi sypialni i widzę jeden wielki kłębek nóg i rąk.Effie,Annie,kilkoro dziewcząt ze złożyska,mama Katniss a nawet Johanna Mason tworzą wielki krąg wokół panny młodej.Wyobrażam sobie jak musi się czuć ta dziewczyna i czuje,że musze natychmiast ją stamtąd wyciągnąć.Dosłownie rozpycham towarzystwo łokciami,aż docieram do samego środka i widze coś czego od dawna nie widziałem.Radość.Koronkowa suknia razi bielą i obija się od ciemnej skóry.Nie jest to typowa tandetna kiecka z kapitolu.Nie świeci się ani nie pali.Jest prosta,a Katniss wygląda w niej tak jakby nigdy nie przeżyła żadnej tragedi.Czysto.Nie widać blizn ani podkrążonych oczu.Nie widać cierpienia. Patrzy na mnie wdzięcznym wzrokiem,bierze mnie pod rękę i wychodzimy na dwór, gdzie wszyscy spiewają pieśń weselną dwunastego dystryktu. Po podzeleniu się tostem upieczonym na ognisku i pocałuknu pieczętującym związek, wszyscy wznoszą toast i zaczynają się tańce.Do póznej nocy ludzie piją,śmieją się i można powiedzieć, że jest to chwila w której wszyscy wyglądają na szczęśliwch.Katniss i Peeta zapatrzeni w siebie jakby poza nimi nie było innego świata,Annie tańcząca z głośno śmiejącym się synkiem w ramionach,zdrowo wyglądające dzieci biegające tu i tam oraz ich spokojni rodzice.Zwyciężyliśmy.Mimo wszystko.Wiemy,że nasi bliscy których już tu nie ma patrzą na nas z góry i cieszą się razem z nami.Ich śmierć nie poszła na marne. Jest trochę po pierwszej w nocy gdy goście zaczynają się rozchodzić.Wracmy do domu w ciszy którą przerywają tylko świerszcze. Już chcę odejść w stronę swojego domu,gdy zatrzymuje Katniss;
-Panie Haymitch!-unosi głos
-Tak?
-To dla pana.-odpowiada wyciągając ze ślubnego bukietu czerwono-żółtą prymulkę.
-Dziękuję skarbie-odpowiadam.
Odchodzą w stronę ich nowego,domu gdzie zaczną żyć od nowa.W końcu oddalają się i nie słyszę już ich głosów.Wchodzę do wywietrzonego domu,idę do sypialni i wlę się w poprzek łóżka. Nagle czuje,że czegoś tu brakuje. Nie mam przy sobie noża,tylko kwiatek który dała mi Katniss.Chcę po niego pójśc,lecz jakaś dziwna siła przyciska mnie do łóżka,i mówi mi że dziś go nie potrzebuję. Ulegam i przed zaśnięciem czuję już tylko zapach kwiatu i mrowienie na policzku zupełnie jakby ktoś mnie po nim glaskał. Dzisiaj nie muszę się bać. Będzie dobrze.
-Ty będziesz żył.Musisz.Zrób to dla mnie.Proszę.
I zastygła w bezruchu,a pomarańczowe zachodące słońce oswietlało przez chwilę jej jasnoszare oczy o ciemynych obwódkach i kruczoczarne włosy.To był koniec. Dalej nie było już nic.Pochowano ją tak jak chciała na łące bez żadnej tabliczki.Została zapomniana tak jak reszta mojej rodziny.A ja zostałem zupełanie sam.Gwałtownie otwieram oczy.Wystarczy wspomnień na dziś. Wycieram się i wkładam koszulę i spodnie przygotowane specjalnie na dziś.Schodzę na dół i patrzę na śnadanie które najprawdopodobniej Effie zstawiła mi na stole.Zjadam jajecznicę i wychodzę na dwór by przejść na drugą stronę i wchodzę przez otwarte drzwi do domu Katniss.Z piętra dobiegają mnie piski ekipy przygotowawczej z Kapitolu.Pewnie przygotowują pannę młodą. Siadam na dole w salonie i czekam z dobrą godzinę.Na podwóku też trwają przygotowania,tu i ówdzie zaczynają się kłębić goście,przychodzi nowy burmistrz który zgodził się udzielić młodym ślubu.Kilka kobiet rozpala ognisko na którym młodzi upieczą tost i sie nim podzielą.Jako,że nie mam nic do roboty przyglądałem się tylko i bawiłem z małym synkiem Annie.Kropka w kropkę Finnick.Jego matka jest pewnie na piętrze i pomaga przy pannie młodej,a roczny dzeciak biega samopas po podwórku ,jednak zawsze znajdzie się ktoś kto przypilnuje żeby nie zrobił sobie nic złego.Po pewnym czasie przychodzi Peeta.Jest trochę poddenerwowany ale w tych jego niebieskich gałkach widać czyste szczęście.Zasłużył sobie na to wielokrotnie.Ceremonia ma zaraz się zacząć więc idę na górę po Katniss.Cicho pukam,otwieram drzwi sypialni i widzę jeden wielki kłębek nóg i rąk.Effie,Annie,kilkoro dziewcząt ze złożyska,mama Katniss a nawet Johanna Mason tworzą wielki krąg wokół panny młodej.Wyobrażam sobie jak musi się czuć ta dziewczyna i czuje,że musze natychmiast ją stamtąd wyciągnąć.Dosłownie rozpycham towarzystwo łokciami,aż docieram do samego środka i widze coś czego od dawna nie widziałem.Radość.Koronkowa suknia razi bielą i obija się od ciemnej skóry.Nie jest to typowa tandetna kiecka z kapitolu.Nie świeci się ani nie pali.Jest prosta,a Katniss wygląda w niej tak jakby nigdy nie przeżyła żadnej tragedi.Czysto.Nie widać blizn ani podkrążonych oczu.Nie widać cierpienia. Patrzy na mnie wdzięcznym wzrokiem,bierze mnie pod rękę i wychodzimy na dwór, gdzie wszyscy spiewają pieśń weselną dwunastego dystryktu. Po podzeleniu się tostem upieczonym na ognisku i pocałuknu pieczętującym związek, wszyscy wznoszą toast i zaczynają się tańce.Do póznej nocy ludzie piją,śmieją się i można powiedzieć, że jest to chwila w której wszyscy wyglądają na szczęśliwch.Katniss i Peeta zapatrzeni w siebie jakby poza nimi nie było innego świata,Annie tańcząca z głośno śmiejącym się synkiem w ramionach,zdrowo wyglądające dzieci biegające tu i tam oraz ich spokojni rodzice.Zwyciężyliśmy.Mimo wszystko.Wiemy,że nasi bliscy których już tu nie ma patrzą na nas z góry i cieszą się razem z nami.Ich śmierć nie poszła na marne. Jest trochę po pierwszej w nocy gdy goście zaczynają się rozchodzić.Wracmy do domu w ciszy którą przerywają tylko świerszcze. Już chcę odejść w stronę swojego domu,gdy zatrzymuje Katniss;
-Panie Haymitch!-unosi głos
-Tak?
-To dla pana.-odpowiada wyciągając ze ślubnego bukietu czerwono-żółtą prymulkę.
-Dziękuję skarbie-odpowiadam.
Odchodzą w stronę ich nowego,domu gdzie zaczną żyć od nowa.W końcu oddalają się i nie słyszę już ich głosów.Wchodzę do wywietrzonego domu,idę do sypialni i wlę się w poprzek łóżka. Nagle czuje,że czegoś tu brakuje. Nie mam przy sobie noża,tylko kwiatek który dała mi Katniss.Chcę po niego pójśc,lecz jakaś dziwna siła przyciska mnie do łóżka,i mówi mi że dziś go nie potrzebuję. Ulegam i przed zaśnięciem czuję już tylko zapach kwiatu i mrowienie na policzku zupełnie jakby ktoś mnie po nim glaskał. Dzisiaj nie muszę się bać. Będzie dobrze.
sobota, 22 marca 2014
Hope Willow
Budzą mnie promienie słońca wpadające przez okno.Jest środek lata,mogłabym spać do południa tak jak mój brat,ale to nie w moim stylu.Lekko uchylam drzwi łączące nasze pokoje i widze to czego się spodziewałam.Z pościeli wystają blond kłaki a wokół panuje totalny syf.Jak zwykle.Nie mówię że jestem święta,bo sama potrafię zrobić w pokoju bałagam ale,nie aż do takiego stopnia.Zamykam drzwi i ubieram się w pierwszą lepszą sukienkę z szafy.Nie lubię sukienek ale dziś jest za gorąco na inne ubranie.Schodzę po schodach i po drodze spoglądam na rysunki taty.Potrety moje i Rye'a,mojego brata po prawej a portret mamy po prawej.Tata rysował mamę już tysiące razy ale myślę że nigdy mu się to nie znudzi.Jest na prawie wszystkich jego obrazach.Często siadam z nim w salonie i patrze jak szkicuje.Podziwiam jego talent i myślę że mnie nim zaraził.Za to mama oczywiście nauczyła mnie i Rye'a polować.Często zabierała nas do lasu wiedząc,że to grozi bijatyką.Często kłóce się i bije z bratem,a to potrafi doprowadzić mamę do szału.Zawsze potem staramy się ją udobruchać i chodzimy sami do lasu i przynosimy mięso albo pomagamy tacie w piekarni którą odbudował.Po wojnie 12 dystrykt odrodził się.Ciągle jest tu mało ludzi,ale znacznie więcej niż wtedy kiedy moi rodzice tu wrócili.Wiem co przeszli.Pare lat temu uznali,że jestem już wystarczająco dojrzała i opowiedzieli mi swoją historię.Od tego czasu dziękuje Bogu,że urodziłam się w takich czasach a nie innych.Często przeglądam książkę napisaną przez rodziców.Spoglądam na zdjęcia uśmiechniętego dziadka,ciotki która zgineła będąc jeszcze dzieckiem.Była taka śliczna...Myślę,że jej imię bardzo do niej pasowało."Miała twarz śliczną jak poranek i świerzą jak prymulka"mówiła mi mama.Miała rację.Potem patrzę na rysunek ciemnoskórej dziewczynki stojącej na czubkach palców i rozkładającej ręce jakby miała zaraz odlecieć.Zmarła w ramoinach mojej mamy na przedostatnich Głodowych Igrzyskach mając tylko 12 lat.Wtedy wszystko się zaczeło.To przez te wspomnienia głos mamy załamuję się na ostatnich słowach kłoysanki którą śpiewała nam w dzieciństwie.Zresztą ciągle prosimy by coś zaśpiewała.Uwielbiam jej głos,a ona mówi że uwielbia nasze głosy.Ja i mój brat jesteśmy w szkolym chórze.Rye jest bardzo popularny w naszej szkole.Skubaniec myśli tylko jakby tu jakąś poderwać.Ja też jestem znana,ale nikt nie skacze na mnie jak dziewczyny na tego durnia.Naweet nie zauważam,że zdążyłam się już umyć i w miarę ogarnąć.Świadomośc odzyskuję na widok taty cicho wychodzącego z sypialni.Uśmiecham się na jego widok.
-Cześć tato.-mówię
-Cześć skarbie-odpowiada mi szeptem.
-Czy wszystko z nią ok?-pytam.
-Niech jeszcze pośpi.
No tak.Dziś w nocy mama wbiegła do mojego pokoju by sprawdzić czy oddycham.Znowu przyśnily się jej koszmary.Tata z trudem odciągnął ją od mojego łóżka.Potem przed zaśnięciem,słyszalam już tylko piosenkę którą mama śpiewa gdy jest z nią naprawde niedobrze.
Czy ty,czy ty pod drzewem się pojawisz? Założysz naszyjnik z liny ,i już mnie nie zostawisz? Chciałam wtedy do niej pójśc,pociaeszyć ale wiem,że w takich sytuacjach tylko tata może ją uspokoić.Raz widziałam jak to robi.Byłam mała.Patrzyłam przez szparę w dzrzwiach jak tuli ją do siebie,głaszcze blizny po oparzeniach na jej plecach i szepcze do ucha słowa pocieszenia i obietnice lepszego życia.Mówił mi,że na miejscu blizn były kiedyś skrzydła,ale spalili je źli ludzie.Znów z zamyślenia wyrywa mnie jego głos.
-Co będziesz dziś robić?
-Odwiedzę wuja,a potem pójdę do lasu.A ty?Idziesz dzisiaj do piekarni?
-Nie,otwieram jutro
-Pójdę z tobą. Zrobić ci herbaty?-pytam się.
-Zagotuj wodę,ja zrobię kanapki.-mówi
Gotuję więc wodę i parzę herbatę,a potem wsypuję do swojego kubka dwie łyżki cukru.Tata nie słodzi.Prowadzimy luźną rozmowę i jemy śniadanie.Mimo wszystko widzę,że jest przygnębiony.Martwi się o mamę.Co jak co,ale nie widziałam żeby jakikolwiek człowiek dażył drugiego takim uczuciem.Tak jak przed laty powiedziała przyjaciółka mojej mamy "Miłośc jest dziwna". Kończe śniadanie,całuje tatę na pożegnanie,powoli idę w kierunku korytarza i przy okazjii szybko chwytam butelkę wódki stojącą w kredensie w salonie.Przecież nie pójdę do wuja z gołymi rękami.Upewniam się,że tata nie patrzy i niezbyt starannie chowając butelkę wkładam letie buty,poprawiam ciemny warkocz i przecieram niebieskie oczy w lusterku w przedpokoju,po czym wychodzę na suchy wiatr i prażące slońce.Dosłownie podbiegam do domu wuja i wale w drzwi ,lecz nikt mi nie otwiera popycham je i otwieraja się same.Na samym progu wita mnie smród.Cholera.Pewnie znowu zalał się w trupa.Przekopuję się przez sterty ubrań na podłodze i podchodze do wuja śpiącego na stole.Nowość-myśle z ironią.Szturcham go,ale nie mogę go obudzić.Zauważam stojącą obok szklankę z wodą i bez namysłu wylewam mu ją na twarz.Jak zwykle najpierw robię potem myślę.Wuj wrzeszczy przez pare sekund,przeklina,cedzi że jestem tak samo wredna jak moja matka.Stawiam na stole butelkę i mówie z przesadzoną słodkością
-Też cię kocham wuju.
Rozchmurza się na widok butelki.
-Moja dziewczynka-uśmiecha się trochę ironicznie trochę wesoło, a ja się tylko śmieję
Mimo wszystko uwielbiam tego człowieka.Jest dla mnie przyjacielem,a nawet dziadkiem którego nigdy nie miałam.Lubi mnie i mojego brata.Nosimy mu wszelkie możliwe trunki i czasami pomagamy zajmować się gęśmi.Wiele przeżył i wiem też że pomógł moim rodzicom przetrwać Igrzyska dwa razy.
-A więc moja mała nadziejo.Co cię tu sprowadza?-pyta z udawaną nonszalancją
-To co zwykle wuju.-odgryzam się-Wódkę ci przyniosłam,a pozatym ktoś musi zrobić rosołek który wyleczy twojego kaca prawda?
-Nie śmiem zaprzeczyć skarbie-mówi-Kto by pomyślał,że twoja matka ma takie cudowne dzieci.
Śmieję się tylko i gawędząc z wujem o błachych sprawach robię rosół,po czym nalewam gotową zupę do miski podaje mu ją i sama zjadam porcję,bo zrobiłam się głodna.Myję naczynia i żegnam się z wujem.Gdy wychodzę jest ok.południa kieruję się w stronę lasu.Nie będę polować.Mama pewnie już wstała i pewnie sama będzie chciała wybrać się na polowanie,więc postanawiam pójść nad jezioro.To właśnie mama pokazała mi to miejsce gdy byłam dzieckiem.Przechodzę przez miejsce gdzie było kiedyś ogrodzenie przez które zawsze przechodziła mama.Gdyby tu stało płynąłby przez nie prąd. Kiedyś ludzie w dwunastce nie mieli prądu i bieżącej wody,głodowali i zmuszano ich do wysyłania dzieci na dożynki oraz do niewolniczej pracy w kopalniach.teraż wszyscy żyja znacznie lepiej.Dystrykty zachowały nazwy,nie ma Głodowych Igrzysk, ludzie z Kapitolu ciągle ubieraja się jak dziwacy i robią sobie operacje plastyczne.W szkole uczą nas że w naszym kraju panuje demokracja, ustrój który rządził państwami sprzed wieków.Nie jest idealnie ale dobrze.Czuję ulgę gdy wchodzę do lau ponieważ nie jest tu tak duszno jak poza nim.Panuje tu przyjemny chłód a na drzewach siedzą kosogłosy. W tym kraju nie ma osoby która nie znalaby tego ptaka. Nie mogę przegapić okazjii i przez całą drogę śpiewam im piosenkę która utkwiła mi w głowie:
Odejdź, mała zgubo
Odejdź do wody
Do tych, którzy czekają tylko na ciebie
Odejdź mała zgubo
Odejdź do wody
Z dala od życia, które znasz
Wołamy do ciebie
Odejdź mały ogniku
Odejdź do ciemności
W ciemnościach nocy będziemy cię szukać
Odejdź mały ogniku
Odejdź do ciemności
Do wyznaczonych, by to zakończyć
Wzywamy cię
Idziemy po ciebie
Odejdź mała owieczko
Odejdź do wody
poświęć siebie byśmy mogli odżyć
Odejdź mała owieczko
Odejdź na rzeź
Do wyznaczonych, by to zakończyć
Wzywamy cię
Idziemy po ciebie
Odejdź mała owieczko
Odejdź do wody
Do ramion czekających tylko na ciebie
Odejdź mała owieczko
Odejdź na rzeź
Do wyznaczonego, by to zakończyć
Wzywamy cię
Idziemy po ciebie
Gdy docieram do jeziora góre bierze głupia chęć zdarcia z siebie ubrania i kąpieli, więc biała sukienka z czarnym paskiem,buty,gumka do włosów i reszta ląduje na jednym z kamieni otaczających jezioro.Czuje jak woda przyjemnie chłodzi mi skórę,sięga mi do połowy ramion gdy zatrzymuję się,staję na placach i rozkladam ręce jakbym miała skrzydła i chciała odlecieć.Przypomina mi to dziewczynkę z książki rodziców,ale także sytację z dzieciństwa.Dość dobrze to pamiętam.Byliśmy z mamą i tatą w 4 dystrykcie bo podróże stały się dozwolone.Odwiedziliśmy moją babcię która do dziś tam mieszka oraz "ciocię" Annie i jej syna którego nazwała imieniem swojego zmarłego męża.Więc dzieciak od zawsze był "Małym Finnickiem".Ja i Finnick bawiliśmy się a Rye próbował za nami nadążyć.Niedaleko był klif a pod nim rozpościerało się morze.Mama stała prawie na samej krawędzi z zamkniętymi oczami i rękoma rozpostartymi jak skrzydła. Tata dosłownie podbiegł do niej i objął tak mocno jakby bał się,że mama może w każdej chwili rzucić się do morza. Kiedyś wydawało mi się to niedorzeczne.Teraz rozumiem. Ze wspomnień wyrywa mnie szelest za plecami.Natychmiast się odwracam i widzę,że z kamienia znikneły moje rzeczy.Myślę,że to niemożliwe,bo na tym świecie urodził się tylko jeden taki debil który mógł to zrobić.Nie mam pojęci jakim cudem się tu znalazł ale bez zbędnego myślenia wydzieram się na całe gardło;
-FINNICK!
Nie mylę się. Idiota wychodzi zza drzewa zwijając się ze śmiechu z moim ubraniem.Nie mam pojęcia kiedy przyjechał do dwunastki,a on gdy tylko udaje mu się powstrzymać śmiech mówi:
-Hope Willow Mellark!-wypowiada moje pełne imie i nazwisko'-Twoja matka mówiła,że tu cię znajdę,ale nie spodziewałem się TAKICH widoków.-mówi z udawanym zaskoczeniem.
-Myślałam że w czwórce masz o wiele lepsze widoki.-mówię z ironią.
-No tak-mówi z wyższością-Dla kogoś takiego jak ja nie powinno to być nowością.
-Szpaner-kwituję-Oddawaj mi ubranie.
-Coś za coś-uśmiecha się ironicznie
-Nie dla psa kiełbasa!-krzyczę i ciskam w niego malym kamieniem.
Odwraca się udając obrażonego a ja wykożystuję chwilę by wybiec z jeziora,chwycić sukiekę i jednym ruchem włożyć ją przez głowę.Potem już miej obrażeni szarpiemy się o gumkę i buty.w końcu jak małe dzieci ścigamy się do domku po drugiej stronie jeziora,tam siadamy na ganku i dowiaduję się,że Finnick i jego matka postanowili zrobić nam niespodziankę i przyjechać do nas na pare dni.Rozmawiamy swobodnie po czym postanawiamy wracać przez miasto do domu.Oczywiście po drodze wyzywamy się ile wlezie,ale to już jest naszą tradycją.Dziwnie robi się gdy podchodzimy pod nasze odsiedle.
-Słyszałem cię.-mówi dziwnym tonem
-Co słyszałeś?-pytam
-Jak śpiewasz ptakom-odpowiada
-Było aż tak źle?-pytam z uśmiechem mimo tego że powinnam na niego nawrzeszczeć za to że mnie śledził.
-Wręcz przeciwnie.-mówi
Czuje się niezręcznie bo objął dłońmi moją twarz.
-Tak naprawdę przyjechałem tu wyłącznie dla ciebie-mówi niepewnie-Uświadomiłem sobie,że poza moją matką jesteś moja jedyną i najlepszą przyjaciólką,uświadomiłem sobie też,że nie interesują mnie inne dziewczyny tylko ty.Hope,ja naprwadę nie wiem co mam mysleć.
Ten dialog ,a raczej monolog wydaje mi się dziwny.Nie ma ładu ani składu.Nie przywykłam do słuchania takich wyznań.Znam tego chłopaka od dziecka myślałam,że wiem o nim już wszystko a tu takie coś.Chcę coś odpowiedzieć ale on uprzedza moje słowa i caluje mnie w usta.Powinnam go odepchnąć,lecz tylko stoje wrośnięta w ziemię,wdycham zapach morza i uświadamiam sobie że czuje się szczęśliwa.
Mam nadzieję że się podobało.:) Z góry przepraszam za wszystkie błędy.
Ps.Rysunek mojego autorstwa.
-Cześć tato.-mówię
-Cześć skarbie-odpowiada mi szeptem.
-Czy wszystko z nią ok?-pytam.
-Niech jeszcze pośpi.
No tak.Dziś w nocy mama wbiegła do mojego pokoju by sprawdzić czy oddycham.Znowu przyśnily się jej koszmary.Tata z trudem odciągnął ją od mojego łóżka.Potem przed zaśnięciem,słyszalam już tylko piosenkę którą mama śpiewa gdy jest z nią naprawde niedobrze.
Czy ty,czy ty pod drzewem się pojawisz? Założysz naszyjnik z liny ,i już mnie nie zostawisz? Chciałam wtedy do niej pójśc,pociaeszyć ale wiem,że w takich sytuacjach tylko tata może ją uspokoić.Raz widziałam jak to robi.Byłam mała.Patrzyłam przez szparę w dzrzwiach jak tuli ją do siebie,głaszcze blizny po oparzeniach na jej plecach i szepcze do ucha słowa pocieszenia i obietnice lepszego życia.Mówił mi,że na miejscu blizn były kiedyś skrzydła,ale spalili je źli ludzie.Znów z zamyślenia wyrywa mnie jego głos.
-Co będziesz dziś robić?
-Odwiedzę wuja,a potem pójdę do lasu.A ty?Idziesz dzisiaj do piekarni?
-Nie,otwieram jutro
-Pójdę z tobą. Zrobić ci herbaty?-pytam się.
-Zagotuj wodę,ja zrobię kanapki.-mówi
Gotuję więc wodę i parzę herbatę,a potem wsypuję do swojego kubka dwie łyżki cukru.Tata nie słodzi.Prowadzimy luźną rozmowę i jemy śniadanie.Mimo wszystko widzę,że jest przygnębiony.Martwi się o mamę.Co jak co,ale nie widziałam żeby jakikolwiek człowiek dażył drugiego takim uczuciem.Tak jak przed laty powiedziała przyjaciółka mojej mamy "Miłośc jest dziwna". Kończe śniadanie,całuje tatę na pożegnanie,powoli idę w kierunku korytarza i przy okazjii szybko chwytam butelkę wódki stojącą w kredensie w salonie.Przecież nie pójdę do wuja z gołymi rękami.Upewniam się,że tata nie patrzy i niezbyt starannie chowając butelkę wkładam letie buty,poprawiam ciemny warkocz i przecieram niebieskie oczy w lusterku w przedpokoju,po czym wychodzę na suchy wiatr i prażące slońce.Dosłownie podbiegam do domu wuja i wale w drzwi ,lecz nikt mi nie otwiera popycham je i otwieraja się same.Na samym progu wita mnie smród.Cholera.Pewnie znowu zalał się w trupa.Przekopuję się przez sterty ubrań na podłodze i podchodze do wuja śpiącego na stole.Nowość-myśle z ironią.Szturcham go,ale nie mogę go obudzić.Zauważam stojącą obok szklankę z wodą i bez namysłu wylewam mu ją na twarz.Jak zwykle najpierw robię potem myślę.Wuj wrzeszczy przez pare sekund,przeklina,cedzi że jestem tak samo wredna jak moja matka.Stawiam na stole butelkę i mówie z przesadzoną słodkością
-Też cię kocham wuju.
Rozchmurza się na widok butelki.
-Moja dziewczynka-uśmiecha się trochę ironicznie trochę wesoło, a ja się tylko śmieję
Mimo wszystko uwielbiam tego człowieka.Jest dla mnie przyjacielem,a nawet dziadkiem którego nigdy nie miałam.Lubi mnie i mojego brata.Nosimy mu wszelkie możliwe trunki i czasami pomagamy zajmować się gęśmi.Wiele przeżył i wiem też że pomógł moim rodzicom przetrwać Igrzyska dwa razy.
-A więc moja mała nadziejo.Co cię tu sprowadza?-pyta z udawaną nonszalancją
-To co zwykle wuju.-odgryzam się-Wódkę ci przyniosłam,a pozatym ktoś musi zrobić rosołek który wyleczy twojego kaca prawda?
-Nie śmiem zaprzeczyć skarbie-mówi-Kto by pomyślał,że twoja matka ma takie cudowne dzieci.
Śmieję się tylko i gawędząc z wujem o błachych sprawach robię rosół,po czym nalewam gotową zupę do miski podaje mu ją i sama zjadam porcję,bo zrobiłam się głodna.Myję naczynia i żegnam się z wujem.Gdy wychodzę jest ok.południa kieruję się w stronę lasu.Nie będę polować.Mama pewnie już wstała i pewnie sama będzie chciała wybrać się na polowanie,więc postanawiam pójść nad jezioro.To właśnie mama pokazała mi to miejsce gdy byłam dzieckiem.Przechodzę przez miejsce gdzie było kiedyś ogrodzenie przez które zawsze przechodziła mama.Gdyby tu stało płynąłby przez nie prąd. Kiedyś ludzie w dwunastce nie mieli prądu i bieżącej wody,głodowali i zmuszano ich do wysyłania dzieci na dożynki oraz do niewolniczej pracy w kopalniach.teraż wszyscy żyja znacznie lepiej.Dystrykty zachowały nazwy,nie ma Głodowych Igrzysk, ludzie z Kapitolu ciągle ubieraja się jak dziwacy i robią sobie operacje plastyczne.W szkole uczą nas że w naszym kraju panuje demokracja, ustrój który rządził państwami sprzed wieków.Nie jest idealnie ale dobrze.Czuję ulgę gdy wchodzę do lau ponieważ nie jest tu tak duszno jak poza nim.Panuje tu przyjemny chłód a na drzewach siedzą kosogłosy. W tym kraju nie ma osoby która nie znalaby tego ptaka. Nie mogę przegapić okazjii i przez całą drogę śpiewam im piosenkę która utkwiła mi w głowie:
Odejdź, mała zgubo
Odejdź do wody
Do tych, którzy czekają tylko na ciebie
Odejdź mała zgubo
Odejdź do wody
Z dala od życia, które znasz
Wołamy do ciebie
Odejdź mały ogniku
Odejdź do ciemności
W ciemnościach nocy będziemy cię szukać
Odejdź mały ogniku
Odejdź do ciemności
Do wyznaczonych, by to zakończyć
Wzywamy cię
Idziemy po ciebie
Odejdź mała owieczko
Odejdź do wody
poświęć siebie byśmy mogli odżyć
Odejdź mała owieczko
Odejdź na rzeź
Do wyznaczonych, by to zakończyć
Wzywamy cię
Idziemy po ciebie
Odejdź mała owieczko
Odejdź do wody
Do ramion czekających tylko na ciebie
Odejdź mała owieczko
Odejdź na rzeź
Do wyznaczonego, by to zakończyć
Wzywamy cię
Idziemy po ciebie
Gdy docieram do jeziora góre bierze głupia chęć zdarcia z siebie ubrania i kąpieli, więc biała sukienka z czarnym paskiem,buty,gumka do włosów i reszta ląduje na jednym z kamieni otaczających jezioro.Czuje jak woda przyjemnie chłodzi mi skórę,sięga mi do połowy ramion gdy zatrzymuję się,staję na placach i rozkladam ręce jakbym miała skrzydła i chciała odlecieć.Przypomina mi to dziewczynkę z książki rodziców,ale także sytację z dzieciństwa.Dość dobrze to pamiętam.Byliśmy z mamą i tatą w 4 dystrykcie bo podróże stały się dozwolone.Odwiedziliśmy moją babcię która do dziś tam mieszka oraz "ciocię" Annie i jej syna którego nazwała imieniem swojego zmarłego męża.Więc dzieciak od zawsze był "Małym Finnickiem".Ja i Finnick bawiliśmy się a Rye próbował za nami nadążyć.Niedaleko był klif a pod nim rozpościerało się morze.Mama stała prawie na samej krawędzi z zamkniętymi oczami i rękoma rozpostartymi jak skrzydła. Tata dosłownie podbiegł do niej i objął tak mocno jakby bał się,że mama może w każdej chwili rzucić się do morza. Kiedyś wydawało mi się to niedorzeczne.Teraz rozumiem. Ze wspomnień wyrywa mnie szelest za plecami.Natychmiast się odwracam i widzę,że z kamienia znikneły moje rzeczy.Myślę,że to niemożliwe,bo na tym świecie urodził się tylko jeden taki debil który mógł to zrobić.Nie mam pojęci jakim cudem się tu znalazł ale bez zbędnego myślenia wydzieram się na całe gardło;
-FINNICK!
Nie mylę się. Idiota wychodzi zza drzewa zwijając się ze śmiechu z moim ubraniem.Nie mam pojęcia kiedy przyjechał do dwunastki,a on gdy tylko udaje mu się powstrzymać śmiech mówi:
-Hope Willow Mellark!-wypowiada moje pełne imie i nazwisko'-Twoja matka mówiła,że tu cię znajdę,ale nie spodziewałem się TAKICH widoków.-mówi z udawanym zaskoczeniem.
-Myślałam że w czwórce masz o wiele lepsze widoki.-mówię z ironią.
-No tak-mówi z wyższością-Dla kogoś takiego jak ja nie powinno to być nowością.
-Szpaner-kwituję-Oddawaj mi ubranie.
-Coś za coś-uśmiecha się ironicznie
-Nie dla psa kiełbasa!-krzyczę i ciskam w niego malym kamieniem.
Odwraca się udając obrażonego a ja wykożystuję chwilę by wybiec z jeziora,chwycić sukiekę i jednym ruchem włożyć ją przez głowę.Potem już miej obrażeni szarpiemy się o gumkę i buty.w końcu jak małe dzieci ścigamy się do domku po drugiej stronie jeziora,tam siadamy na ganku i dowiaduję się,że Finnick i jego matka postanowili zrobić nam niespodziankę i przyjechać do nas na pare dni.Rozmawiamy swobodnie po czym postanawiamy wracać przez miasto do domu.Oczywiście po drodze wyzywamy się ile wlezie,ale to już jest naszą tradycją.Dziwnie robi się gdy podchodzimy pod nasze odsiedle.
-Słyszałem cię.-mówi dziwnym tonem
-Co słyszałeś?-pytam
-Jak śpiewasz ptakom-odpowiada
-Było aż tak źle?-pytam z uśmiechem mimo tego że powinnam na niego nawrzeszczeć za to że mnie śledził.
-Wręcz przeciwnie.-mówi
Czuje się niezręcznie bo objął dłońmi moją twarz.
-Tak naprawdę przyjechałem tu wyłącznie dla ciebie-mówi niepewnie-Uświadomiłem sobie,że poza moją matką jesteś moja jedyną i najlepszą przyjaciólką,uświadomiłem sobie też,że nie interesują mnie inne dziewczyny tylko ty.Hope,ja naprwadę nie wiem co mam mysleć.
Ten dialog ,a raczej monolog wydaje mi się dziwny.Nie ma ładu ani składu.Nie przywykłam do słuchania takich wyznań.Znam tego chłopaka od dziecka myślałam,że wiem o nim już wszystko a tu takie coś.Chcę coś odpowiedzieć ale on uprzedza moje słowa i caluje mnie w usta.Powinnam go odepchnąć,lecz tylko stoje wrośnięta w ziemię,wdycham zapach morza i uświadamiam sobie że czuje się szczęśliwa.Mam nadzieję że się podobało.:) Z góry przepraszam za wszystkie błędy.
Ps.Rysunek mojego autorstwa.
piątek, 14 marca 2014
Peeta
Jest taka mała i bezbronna... Śpi sobie spokojnie na moich rękach,chociaż dopiero co przyszła na ten popaprany świat. Dostałem to na co tak naprawde czekałem całe życie. Mam dziecko.Malutką córeczkę.Wiem,że dziewczynka jest prezentem od niej.Od kobiety która na moją prośbę nosiła ją pod sercem przez te wszystkie miesiące,a potem wydała na świat.Poród trwał ok.6 godzin. Urodziła w domu, ponieważ śnieżyca praktycznie odcieła nasz dom od świata. Udało mi się jednak sprowadzić akuszerkę,a ona gdy tylko weszła do domu kazała mi czekać w salonie na dole.Zgodziłem się,mimo że nie chciałem zostawić Katniss samej.Potem mogłem już tylko bezczynnie wpatrywać się w płatki śniegu ciężko spadające z nieba za oknem i słuchać jej krzyków które mnie paraliżowały. Po tym wszystkim co jej zrobiłem,zgodziła się na ten ból dla mnie. Nie odrzuciła mnie i mimo wszystko pomogła mi nauczyć się żyć od nowa. Będę jej za to dozgonnie wdzięczny.Płatki śniegu przypominają mi te zimne tygodnie które spędziłem w Kapitolu po śmierci niedoszłej prezydent Coin. Patrzyłem jak dziewczyna która kochałem próbuje zagłodzić się na śmierć,a potem siedziałem osłupiały wsłuchując się w jej śpiew. Mógłbym przysiądz,że każdy ton,każda nuta była dla mnie jak policzek. Z każdą nową balladą,górniczą arią lub kołysanką powracały utracone wspomnienia. Wtedy na nowo uświadomiłem sobie jak bardzo jej potrzebuje. Z zamyślenia wyrywa mnie cieńki płacz mojej małej dziewczynki. Głaszczę ciemny meszek pokrywający jej główkę i odwracam się by odnieść ją do łóżeczka lecz coś przykuwa moją uwagę.
Haymitch.
Siedzi przy Katniss,trzyma ją za rękę i odgarnia włosy z jej mokrego czoła. Zachowuje się zupełnie jak... Ojciec. Zauważa,że gapię się na niego więc tylko lekko kłepie Katniss po policzku i wypowiada tak dobrze znane naszej trójce zdanie.
-Dobra robota skarbie.
Ostrożnie kładę małą obok żony,a potem sam opadam na łóżko.
Żona.Przyjaciółka,ukochana,zwyciężczyni,wróg,narzeczona,cel,zmiech,sąsiadka,myśliwa,trybutka,sojusznik.Żona.Matka.Kiedyś nie wiedziałeco jest prawdą a co fałszem.Teraz już wiem.Kiedy patrze w jej szare oczy,widzę tą mała dziewczynkę która dała mi kwiatek mniszka w podzięce za chleb.Dziewczynkę spiewającą piosenke o dolinie,która trafia w moje serce.Młodą dziewczynę śpiewającą kosogłosom piosenkę o wisielczym drzewie. One naprawde milkną na dźwięk jej głosu,w którym się zakochałem.Widzę tą "wariatkę" załamaną po śmierci siostry,desperacko próbującą odebrać sobie życie.Widzę człowieka który stracił wszystko i poświęcił się by stworzyć coś nowego.Dała mi nowe życię,nową rodzinę.Nową nadzieję.Zawsze staraliśmy się chronić siebie nawzajem. Robimy to do dziś. Ja tule ją do snu, dy budzi się z krzykiem.Ona uspokaja mnie nocą gryzę poduszkę bo mam przed oczami tortury i poodcinane kończyny. Jedno jest pewne.Kocham ją i będę kochać zawsze. A ona właśnie udowodniła mi,że to co powiedziała mi podzczas jednej z tych nocy kiedy zasypialiśmy przy otwartych oknach, ja z głową na jej nagim brzuchu i ręką na bliźnie tuż nad sercem,a ona z dłońmi w moich włosach,było szczerą prawdą.Znowu ten cieniutki płacz.Tym razem pozwalam Katniss się tym zajać i tylko słucham jak usypia małą;
"W oddali łąki wejdźże do łóżka,czeka tam na cię z trawy poduszka..
Skłoń na niej główkę oczęta zmróż
Rankiem cię zbudzi słońce twój stróż.
Tu jest bezpiecznie,ciepło jest tu.
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się
Tutaj jest miejsce gdzie kocham cię"
Mała się uspokaja,lecz ona ciagnie dalej;
"Poblask miesiąca spłynie w mrok łąk
Okryj się liśćmi,weź je do rąk
W niepamięć odpuśc kłoptów moc
Znikną na zawsze gdy minie noc.
Tu jest bezpiecznie,ciepło jest tu
Stokrotki polne zaradzą złu"
Nagle jej głos się załamuje;
Najsłodsza mara tu ziszcza się,tutaj jest miejsce gdzie kocham cię.
Dziewczynka śpi. Przenoszę swój wzrok na Katniss i wycieram łzę spływającą po jej policzku.Jest wyczerpana.Przyciska moją dłoń do swojej twarzy i mówi coś czego nie słyszę.
-Co powiedziałaś?-pytam się.
-Jej imię-mówi.
No tak. Przez te wszystkie miesiące nie zastanowiliśmy się nad imieniem dla dziecka.
-Jakie powinno być?-pytam ponownie.
Uśmiecha się do mnie tak,że mogę zobaczyć jej dołeczki.
-Hope-szepcze-Nadzieja.
Haymitch.
Siedzi przy Katniss,trzyma ją za rękę i odgarnia włosy z jej mokrego czoła. Zachowuje się zupełnie jak... Ojciec. Zauważa,że gapię się na niego więc tylko lekko kłepie Katniss po policzku i wypowiada tak dobrze znane naszej trójce zdanie.
-Dobra robota skarbie.
Ostrożnie kładę małą obok żony,a potem sam opadam na łóżko.
Żona.Przyjaciółka,ukochana,zwyciężczyni,wróg,narzeczona,cel,zmiech,sąsiadka,myśliwa,trybutka,sojusznik.Żona.Matka.Kiedyś nie wiedziałeco jest prawdą a co fałszem.Teraz już wiem.Kiedy patrze w jej szare oczy,widzę tą mała dziewczynkę która dała mi kwiatek mniszka w podzięce za chleb.Dziewczynkę spiewającą piosenke o dolinie,która trafia w moje serce.Młodą dziewczynę śpiewającą kosogłosom piosenkę o wisielczym drzewie. One naprawde milkną na dźwięk jej głosu,w którym się zakochałem.Widzę tą "wariatkę" załamaną po śmierci siostry,desperacko próbującą odebrać sobie życie.Widzę człowieka który stracił wszystko i poświęcił się by stworzyć coś nowego.Dała mi nowe życię,nową rodzinę.Nową nadzieję.Zawsze staraliśmy się chronić siebie nawzajem. Robimy to do dziś. Ja tule ją do snu, dy budzi się z krzykiem.Ona uspokaja mnie nocą gryzę poduszkę bo mam przed oczami tortury i poodcinane kończyny. Jedno jest pewne.Kocham ją i będę kochać zawsze. A ona właśnie udowodniła mi,że to co powiedziała mi podzczas jednej z tych nocy kiedy zasypialiśmy przy otwartych oknach, ja z głową na jej nagim brzuchu i ręką na bliźnie tuż nad sercem,a ona z dłońmi w moich włosach,było szczerą prawdą.Znowu ten cieniutki płacz.Tym razem pozwalam Katniss się tym zajać i tylko słucham jak usypia małą;
"W oddali łąki wejdźże do łóżka,czeka tam na cię z trawy poduszka..
Skłoń na niej główkę oczęta zmróż
Rankiem cię zbudzi słońce twój stróż.
Tu jest bezpiecznie,ciepło jest tu.
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się
Tutaj jest miejsce gdzie kocham cię"
Mała się uspokaja,lecz ona ciagnie dalej;
"Poblask miesiąca spłynie w mrok łąk
Okryj się liśćmi,weź je do rąk
W niepamięć odpuśc kłoptów moc
Znikną na zawsze gdy minie noc.
Tu jest bezpiecznie,ciepło jest tu
Stokrotki polne zaradzą złu"
Nagle jej głos się załamuje;
Najsłodsza mara tu ziszcza się,tutaj jest miejsce gdzie kocham cię.
Dziewczynka śpi. Przenoszę swój wzrok na Katniss i wycieram łzę spływającą po jej policzku.Jest wyczerpana.Przyciska moją dłoń do swojej twarzy i mówi coś czego nie słyszę.
-Co powiedziałaś?-pytam się.
-Jej imię-mówi.
No tak. Przez te wszystkie miesiące nie zastanowiliśmy się nad imieniem dla dziecka.
-Jakie powinno być?-pytam ponownie.
Uśmiecha się do mnie tak,że mogę zobaczyć jej dołeczki.
-Hope-szepcze-Nadzieja.
piątek, 7 marca 2014
Gale
12 dystrykt... Tak naprawdę nie chciałem tu wracać,ale zmusiła mnie do tego praca. Muszę zobaczyć wszystko na własne oczy,by potem opisać to telewidzom z całego kraju. No tak... Na tym polega praca w telewizji. Często zastanawiam się jak człowiek który spędził pół życia na zastawianiu pułapek w lesie,a drugie pół w kopalni. Pomijając wojnę która zniszczyła moją psychikę. Jednak niewielu miało takie szczęśćie jak ja. Cała moja rodzina przeżyła. Już nie doskwiera im głód, mają piękny dom i wszelkie możliwe udogodnienia. Wrócili do życia. Patrząc na to wszystko z boku ja też,ale wcale się tak nie czuję. W snach nawiedza mnie dziewczyna w niebieskiej sukience która tuli do siebie swoją małą siostrę. Widzę jak jej ciemne włost mieszją się z blond warkoczami dziewczynki. Potem zaczyna wołać mnie po imieniu tak jak robiła to po udanym zamachu na świeżo upieczoną Panią prezydent. Doskonale wiem czego chciała, ale nie mogłem spełnić jej prośby.Wracając do snu. Dziewczyna patrzy się na mnie przez pare chwil obojętnym spojrzeniem. Potem słyszę odgłos wybuchu i budzę się zlany zimnym potem. W takie poranki mam zwyczaj długiego wpatrywania się w góry i las za moim oknem. Drugi dystrykt do złudzenia przypomina dwunastkę,ale to nie to samo. Zaraz zobaczę miejsce w którym się urodziłem i wychowałem. Wychodząc z pociągu czuje na twarzy ciepły wiatr. Jest pózna wiosna. Stacja kolejowa została odbudowana. Wygląda niezle. Jest niedziela więc większość sklepów jest zamknięta,ale w niektórych widać krzątających się właścicieli. Tu i ówdzie biegają dzieci. Przez chwilę patrzę na dwoje dwunasto-trzynastolatków i przypominam sibie tą wychudzoną i upierdliwą dziewczynkę niewyraźnie mamroczącą swoje imię,która w krótkim czasie stała się jedyną osobą przy której mogłem być sobą a potem moim całym światem. Już wime gdzie chcę iść. Złożysko. Tu dopiero widać co zrobiła wojna. Ze starych drewnianych domów pozostały nieuprzątnięte ruiny. Dobre pół godziny sterczę w miejscu gdzie kiedyś stał mój dom. Gdy ppostanawiam wziąść się w garść,kieruję się do lasu mijając gruz pozostały po domu do którego nosiłem połowę zdobyczy. Mijam go i zauważam że nie ma już ogrodzenia. Zanim się obejrzę siedzę na półce skalnej która bez niej wydaje mi się za duża. Na ustach ciągle mam jej smak. Pamiętam każdą jej ranę lub bliznę,każdy siniak na szyji. Tęsknię za nią a ona nie chce mnie znać. Cała ta wojna zniszczyła doszczętnie to co było między nami. Myślę że jednak jestem jak tem facet z "Drzewa Wisielców". Ciągle czekam. Spędzam dobrą godzinę na gapieniu się w presztrzeń. Czuję się jakby ktoś mnie oślepił i pozostawił mi tylko możliwość widzenia wspomnień. Zmuszam się do wstania. Nogi same niosą mnie do Wioski Zwycięzców. Przy domach gęsto rosną drzewa. Chowam się za jednym z nich,nim uświadamiam sobie jakie to cholernie dziecinne. Nie muszę długo czekać by zobaczyć jak Haymitch Abernathy wychodzi z domu i karmi krzątające się po podwórku gęsi. Nie jest zalany ale na jego włosach widze wyraźną siwiznę. Słyszę trzask drzwi i z domu naprzeciwko wybiega ciemnowłosa dziewczynka i z wesołym krzykiem podbiega do Haymitcha
-Wuju,wuju,wuju!-krzyczy
Nie wiem kim jest to dziecko ale tak bardzo przypomina...
-No,no-gwiżdże Haymitch- Gdzie się sliczna panienka wybiera?
-Mama powiedziała że idziemy robić zdjęcia-podskakuje radośnie.
Mój mózg zatrzymuje się by móc słuchać tej radosnej rozmowy. Wtedy znowu rozlega się trzask drzwi i staje w nich Kotna,a obok niej Peeta Mellark z ich drugim góra półtorarocznym dzieckiem. Czuje jak serce pęka mi na pół. Mała dziewczynka podbiega do Katniss a ta chwyta ją w pasie i zaczynają wirować. Bordowa dopasowana sukienka z długimi rękawami plącze się wokół jej ud gdy kręci się z chichoczącą małą,a długi warkocz przez pare sekund unosi się w powietrzu by potem opaść na jej ramię.Całuje dziewczynkę w policzek,stawia ją na ziemi i trzymając ją za rękę podchodzi do męża,który patrzy na nią jakby widział ja pierwszy raz i zakochał się w niej od nowa. Obydwoje informują Haymitcha że idą do fotografa w mieście i wrócą za dwie godziny. Kotna głaszcze bląd loczki małego chłopca poprawia rozpięty guzik w koszuli Peety i całuje go w policzek. Potem słucham już tylko trajkotania niebieskookiej dziewczynki o tym z kim bawi się w szkole i pytań kiedy pojadą odwiedzić Annie i jej syna w czwartym dystryktcie. Odprowadzam ich wzrokiem w kierunku w którym odchodzę i uświadamiam sobie ,że nie jestem w stanie czuć złości ani nienawiści do tej rodziny. Uświadamiam sobie że kocham Kotnę tak samo jak dawniej i że cieszę się jej szczęściem mimo pustki we własnym sercu. Dlatego choć mam ochotę zniszczyć coś i zalać się łzami,uśmiecham się tylko i odchodzę.
Mam nadzieję że się podobało. :) Z góry przepraszam za ewentualne błędy.
-No,no-gwiżdże Haymitch- Gdzie się sliczna panienka wybiera?
-Mama powiedziała że idziemy robić zdjęcia-podskakuje radośnie.
Mój mózg zatrzymuje się by móc słuchać tej radosnej rozmowy. Wtedy znowu rozlega się trzask drzwi i staje w nich Kotna,a obok niej Peeta Mellark z ich drugim góra półtorarocznym dzieckiem. Czuje jak serce pęka mi na pół. Mała dziewczynka podbiega do Katniss a ta chwyta ją w pasie i zaczynają wirować. Bordowa dopasowana sukienka z długimi rękawami plącze się wokół jej ud gdy kręci się z chichoczącą małą,a długi warkocz przez pare sekund unosi się w powietrzu by potem opaść na jej ramię.Całuje dziewczynkę w policzek,stawia ją na ziemi i trzymając ją za rękę podchodzi do męża,który patrzy na nią jakby widział ja pierwszy raz i zakochał się w niej od nowa. Obydwoje informują Haymitcha że idą do fotografa w mieście i wrócą za dwie godziny. Kotna głaszcze bląd loczki małego chłopca poprawia rozpięty guzik w koszuli Peety i całuje go w policzek. Potem słucham już tylko trajkotania niebieskookiej dziewczynki o tym z kim bawi się w szkole i pytań kiedy pojadą odwiedzić Annie i jej syna w czwartym dystryktcie. Odprowadzam ich wzrokiem w kierunku w którym odchodzę i uświadamiam sobie ,że nie jestem w stanie czuć złości ani nienawiści do tej rodziny. Uświadamiam sobie że kocham Kotnę tak samo jak dawniej i że cieszę się jej szczęściem mimo pustki we własnym sercu. Dlatego choć mam ochotę zniszczyć coś i zalać się łzami,uśmiecham się tylko i odchodzę.
Mam nadzieję że się podobało. :) Z góry przepraszam za ewentualne błędy.
Witajcie!
Cześć.
To jest mój pierwszy blog tego typu,więc nie chcę owijac w bawełnę. Nie będę opowiedać o sobie ani swoich zainteresowaniach,ponieważ nie sądze by kogoś to obchodziło. Na tym blogu będę pisać fanfiction dotyczący moich ulubionych książek/ulubionej trylogii (niepotrzebne wykreśl)czyli słynnych "Igrzysk śmierci" Suzanne Collins. Będą to krótsze lub dłuższe rozdziały/opowiadania (znów niepotrzebne wykreśl) każde z perspektywy innej postaci. Będą opowiadać o życiu po "wielkiej rewolucjii" czli po "Kosogłosie". Pomysł jest może oklepany,ale tu każda postać wypowiada się w innim czasie i sytuacji (nie umiem zbytnio ubrać myśli w słowa więc z góry przepraszam). Zresztą zobaczycie sami :). Kolejne części będę zamieszczać dość nieregularnie ponieważ zależy to od tego czy będę miała dostęp od internetu :'). Więc jeśli chcecie poczytać moje marne wypociny, to ZAPRASZAM :)
To jest mój pierwszy blog tego typu,więc nie chcę owijac w bawełnę. Nie będę opowiedać o sobie ani swoich zainteresowaniach,ponieważ nie sądze by kogoś to obchodziło. Na tym blogu będę pisać fanfiction dotyczący moich ulubionych książek/ulubionej trylogii (niepotrzebne wykreśl)czyli słynnych "Igrzysk śmierci" Suzanne Collins. Będą to krótsze lub dłuższe rozdziały/opowiadania (znów niepotrzebne wykreśl) każde z perspektywy innej postaci. Będą opowiadać o życiu po "wielkiej rewolucjii" czli po "Kosogłosie". Pomysł jest może oklepany,ale tu każda postać wypowiada się w innim czasie i sytuacji (nie umiem zbytnio ubrać myśli w słowa więc z góry przepraszam). Zresztą zobaczycie sami :). Kolejne części będę zamieszczać dość nieregularnie ponieważ zależy to od tego czy będę miała dostęp od internetu :'). Więc jeśli chcecie poczytać moje marne wypociny, to ZAPRASZAM :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

