12 dystrykt... Tak naprawdę nie chciałem tu wracać,ale zmusiła mnie do tego praca. Muszę zobaczyć wszystko na własne oczy,by potem opisać to telewidzom z całego kraju. No tak... Na tym polega praca w telewizji. Często zastanawiam się jak człowiek który spędził pół życia na zastawianiu pułapek w lesie,a drugie pół w kopalni. Pomijając wojnę która zniszczyła moją psychikę. Jednak niewielu miało takie szczęśćie jak ja. Cała moja rodzina przeżyła. Już nie doskwiera im głód, mają piękny dom i wszelkie możliwe udogodnienia. Wrócili do życia. Patrząc na to wszystko z boku ja też,ale wcale się tak nie czuję. W snach nawiedza mnie dziewczyna w niebieskiej sukience która tuli do siebie swoją małą siostrę. Widzę jak jej ciemne włost mieszją się z blond warkoczami dziewczynki. Potem zaczyna wołać mnie po imieniu tak jak robiła to po udanym zamachu na świeżo upieczoną Panią prezydent. Doskonale wiem czego chciała, ale nie mogłem spełnić jej prośby.Wracając do snu. Dziewczyna patrzy się na mnie przez pare chwil obojętnym spojrzeniem. Potem słyszę odgłos wybuchu i budzę się zlany zimnym potem. W takie poranki mam zwyczaj długiego wpatrywania się w góry i las za moim oknem. Drugi dystrykt do złudzenia przypomina dwunastkę,ale to nie to samo. Zaraz zobaczę miejsce w którym się urodziłem i wychowałem. Wychodząc z pociągu czuje na twarzy ciepły wiatr. Jest pózna wiosna. Stacja kolejowa została odbudowana. Wygląda niezle. Jest niedziela więc większość sklepów jest zamknięta,ale w niektórych widać krzątających się właścicieli. Tu i ówdzie biegają dzieci. Przez chwilę patrzę na dwoje dwunasto-trzynastolatków i przypominam sibie tą wychudzoną i upierdliwą dziewczynkę niewyraźnie mamroczącą swoje imię,która w krótkim czasie stała się jedyną osobą przy której mogłem być sobą a potem moim całym światem. Już wime gdzie chcę iść. Złożysko. Tu dopiero widać co zrobiła wojna. Ze starych drewnianych domów pozostały nieuprzątnięte ruiny. Dobre pół godziny sterczę w miejscu gdzie kiedyś stał mój dom. Gdy ppostanawiam wziąść się w garść,kieruję się do lasu mijając gruz pozostały po domu do którego nosiłem połowę zdobyczy. Mijam go i zauważam że nie ma już ogrodzenia. Zanim się obejrzę siedzę na półce skalnej która bez niej wydaje mi się za duża. Na ustach ciągle mam jej smak. Pamiętam każdą jej ranę lub bliznę,każdy siniak na szyji. Tęsknię za nią a ona nie chce mnie znać. Cała ta wojna zniszczyła doszczętnie to co było między nami. Myślę że jednak jestem jak tem facet z "Drzewa Wisielców". Ciągle czekam. Spędzam dobrą godzinę na gapieniu się w presztrzeń. Czuję się jakby ktoś mnie oślepił i pozostawił mi tylko możliwość widzenia wspomnień. Zmuszam się do wstania. Nogi same niosą mnie do Wioski Zwycięzców. Przy domach gęsto rosną drzewa. Chowam się za jednym z nich,nim uświadamiam sobie jakie to cholernie dziecinne. Nie muszę długo czekać by zobaczyć jak Haymitch Abernathy wychodzi z domu i karmi krzątające się po podwórku gęsi. Nie jest zalany ale na jego włosach widze wyraźną siwiznę. Słyszę trzask drzwi i z domu naprzeciwko wybiega ciemnowłosa dziewczynka i z wesołym krzykiem podbiega do Haymitcha
-Wuju,wuju,wuju!-krzyczy
Nie wiem kim jest to dziecko ale tak bardzo przypomina...
-No,no-gwiżdże Haymitch- Gdzie się sliczna panienka wybiera?
-Mama powiedziała że idziemy robić zdjęcia-podskakuje radośnie.
Mój mózg zatrzymuje się by móc słuchać tej radosnej rozmowy. Wtedy znowu rozlega się trzask drzwi i staje w nich Kotna,a obok niej Peeta Mellark z ich drugim góra półtorarocznym dzieckiem. Czuje jak serce pęka mi na pół. Mała dziewczynka podbiega do Katniss a ta chwyta ją w pasie i zaczynają wirować. Bordowa dopasowana sukienka z długimi rękawami plącze się wokół jej ud gdy kręci się z chichoczącą małą,a długi warkocz przez pare sekund unosi się w powietrzu by potem opaść na jej ramię.Całuje dziewczynkę w policzek,stawia ją na ziemi i trzymając ją za rękę podchodzi do męża,który patrzy na nią jakby widział ja pierwszy raz i zakochał się w niej od nowa. Obydwoje informują Haymitcha że idą do fotografa w mieście i wrócą za dwie godziny. Kotna głaszcze bląd loczki małego chłopca poprawia rozpięty guzik w koszuli Peety i całuje go w policzek. Potem słucham już tylko trajkotania niebieskookiej dziewczynki o tym z kim bawi się w szkole i pytań kiedy pojadą odwiedzić Annie i jej syna w czwartym dystryktcie. Odprowadzam ich wzrokiem w kierunku w którym odchodzę i uświadamiam sobie ,że nie jestem w stanie czuć złości ani nienawiści do tej rodziny. Uświadamiam sobie że kocham Kotnę tak samo jak dawniej i że cieszę się jej szczęściem mimo pustki we własnym sercu. Dlatego choć mam ochotę zniszczyć coś i zalać się łzami,uśmiecham się tylko i odchodzę.
Mam nadzieję że się podobało. :) Z góry przepraszam za ewentualne błędy.
Bardzo ładnie piszesz. :) Oby tak dalej. Chyba po raz pierwszy żal mi Gala... Pozdrawiam i weny <33
OdpowiedzUsuń