-Wielki,wielki,wielki dzień!-głos Effie wyrywa mnie z odrętwienia nazywanego snem.Niechętnie otwieram powieki i widzę jak zniecierpliwiona stoi w drzwiach sypialni.Wyjątkowo nie zasnąłem wczoraj na tym cholernym stole.Obiecałem,że będę trzymać się dziś na nogach.Odklejam więc rękę od noża pod poduszką i wypraszam Effie,a ta wychodzi ciągle trajkocząc o tym jak mało czasu zostało.Nigdy nie zrozumiem jakim cudem ta kobieta zachowała swój entuzjazm po tym co przeszła.Wydaje mi się,że to tylko maska.Wchodzę do łazienki i rzucam okiem na swoje odbicie w lusterku.Parszywa,zapijaczona morda.taki włwśnie jestem.Ale dziś będzie inaczej.Dzisiaj umyję się,ogolę,założę odświętne,nieśnierdzące ubranie i trzezwy wyjdę z domu.Obiecałem im,w końcu to ich dzień.Dzień ich prawdziwego ślubu.Czekali miesiącami i postanowili zakończyć żałobę,chociaż na jeden dzień.Wieczorem po raz pierwszy do zakończenia wojny w dwunastym dystrykcie słuchać będzie muzykę.Wszyscy wysilą mięśnie twarzy by się wreszcie uśmiechnąć i uwolnią prawie niewidzialne resztki szczęścia które w nich zostały.Tego właśnie potrzebujemy.Obietnic lepszego życia,pewności,że śmierć naszych bliskich nie poszła na marne.Nie potrzebujemy szczęśliwych zakończeń, bo wiemy,że takowe istnieją tylko w bajkach.Życie toczy się dalej i nie zatrzyma się na widok naszych łez i cierpienia.Zawsze po ciężkim okresie przychidi taki czas kiedy musimy się pozbierać.Więc moją próbą pozbierania się będzie poprowadzenie Katniss do ołtarza. Ona i chłopak.Niestabilne psychicznie,okaleczone sieroty.Ciągnie swój do swego.Zostali sami na świecie i przylgneli do siebie,by nawzajem leczyć swoje rany.Ich osamotnienie to cena którą zapłacili za wolność.A czym ja za nią zapłaciłem? Staję pod prysznicem i staram się jak najstarannniej zmyć z siebie smród alkoholu.Gdy woda spływa mi po twarzy przed oczami staje mi dwunasty dystrykt sprzed dwudziestu paru lat.Miejsce gdzie żyłem przed igrzyskami.Ludzie których już nie ma.Wspomnienia z Dożynek.Moje imię wyczytane z kartki.Próba nie okazania strachu.Świadomość,że mogę nie wrócić.Pożegnanie z matką i bratem poszło lekko.Kochaliśmy się jak to w rodzinie,ale nigdy nie łączyły nas mocne więzi.Mimo wszystko matka płakała.Czułem wtedy tylko nienawiść do tego gównianego systemu..Po nich do pokoju w pałacu sprawiedliwości weszła jeszcze jedna osoba,przed którą nie byłem w stanie nic ukryć.Victoria Everdeen, ciotka Katniss i siostra jej ojca.Poznałem ją dawno temu dzięki jej bratu.Kupowałem od nich mięso.na początku nie lubiliśmy się ,lecz ta niechęć przerodziła się w przyjazń a potem w coś więcej.Była inna.Miała w sobie coś czego nie posiadał nikt inny z jej rodziny.Każdy znajdował przy niej właściwe słowa.Wystarczyło tylko to,że przysłuchiwała się rozmowie.Nie płakała,przytuliła mnie mocno i przez długi moment parzyła mi w oczy.Nie musiała nic mówić.Każdy odcień szarości w jej tęczówkach mówił za siebie.MUSISZ WYGRAĆ.Nie ma innej możliwości.gdy oderwała wreszcie swój wzrok, wszystko nabrało rozpędu.Parada,wywiady,treningi,"piękno" areny,kolejni trubuci padajacy jak muchy,atakujący mnie zawodowcy,Maysilee Donner ratująca mi życie, nasz sojusz,wędrówka,zmęczenie i strach przed następnym dniem,kamyk odbijający się od pola siłowego i zerwanie sojuszu,krzyk Maysilee i wystrzał za armaty oznaczający jej śmierć a także krew na jej żółtych włosach.W końcu pusty oczodół dziewczyny z jedynki i topór otwierający jej czaszkę.Koronacja i powrót do domu.Jak mogłem być takim idiotą i myśleć,że dadzą mi przeżyć moje życie w spokoju? Tak się cieszyłem,że znowu zobaczę mamę,brata i Victorię.Ta radość była jedyną rzeczą trzymającą z daleka koszmary z areny.To wyszystko byłoby zbyt piękne.Pierwszy tydzień po koronacji. Strażnik pokoju "przez przypadek" zastrzelił moją matkę, cegła "przez przypadek" rozłupała mojemu bratu czaszkę. Na wspomnienie ich zimnych ciał do dzisiaj mam dreszcze.Drugi tydzień. "Przypadkowy" wybuch w kopalni sprawia,że Victoria która dopiero co rozpoczeła pracę w kopalnii,kona przez dwa dni na stole na zapleczu apteki.Ja i ojciec Katniss siedzieliśmy przy niej na zmianę.A córka aptekarza,przyszła matka Katniss i Prim prała,nasączała ziolami i zmieniała okłady,ostrożnie kładąc je na miazgę która była kiedyś klatką piersiową Victorii.Przez pierwszy dzień nieustannie krzyczała w agonii,a aptekarz nie zgodił się na podanie większej dawki morfaliny.Żałował zapasów.W nocy krzyki ucichły zastąpił śpiew ojca Katniss który na ledwie słyszalną prośbę Victorii nucił jej piosenkę o umierającym żołnieżu który smucił się nad tym,że umiera nie zaznając niczego w życiu i prosi "gwiazdę pasterzy" by zabrała go do domu. Przez następny dzień niby nastąpiła poprawa.Mogła znowu w miarę słuszalnie mówić. Siedziałem przy niej sam kiedy odwóciła głowę w moją stronę i wypowiedziała słowa które zostaną mi na zawsze w pamieci.
-Ty będziesz żył.Musisz.Zrób to dla mnie.Proszę.
I zastygła w bezruchu,a pomarańczowe zachodące słońce oswietlało przez chwilę jej jasnoszare oczy o ciemynych obwódkach i kruczoczarne włosy.To był koniec. Dalej nie było już nic.Pochowano ją tak jak chciała na łące bez żadnej tabliczki.Została zapomniana tak jak reszta mojej rodziny.A ja zostałem zupełanie sam.Gwałtownie otwieram oczy.Wystarczy wspomnień na dziś. Wycieram się i wkładam koszulę i spodnie przygotowane specjalnie na dziś.Schodzę na dół i patrzę na śnadanie które najprawdopodobniej Effie zstawiła mi na stole.Zjadam jajecznicę i wychodzę na dwór by przejść na drugą stronę i wchodzę przez otwarte drzwi do domu Katniss.Z piętra dobiegają mnie piski ekipy przygotowawczej z Kapitolu.Pewnie przygotowują pannę młodą. Siadam na dole w salonie i czekam z dobrą godzinę.Na podwóku też trwają przygotowania,tu i ówdzie zaczynają się kłębić goście,przychodzi nowy burmistrz który zgodził się udzielić młodym ślubu.Kilka kobiet rozpala ognisko na którym młodzi upieczą tost i sie nim podzielą.Jako,że nie mam nic do roboty przyglądałem się tylko i bawiłem z małym synkiem Annie.Kropka w kropkę Finnick.Jego matka jest pewnie na piętrze i pomaga przy pannie młodej,a roczny dzeciak biega samopas po podwórku ,jednak zawsze znajdzie się ktoś kto przypilnuje żeby nie zrobił sobie nic złego.Po pewnym czasie przychodzi Peeta.Jest trochę poddenerwowany ale w tych jego niebieskich gałkach widać czyste szczęście.Zasłużył sobie na to wielokrotnie.Ceremonia ma zaraz się zacząć więc idę na górę po Katniss.Cicho pukam,otwieram drzwi sypialni i widzę jeden wielki kłębek nóg i rąk.Effie,Annie,kilkoro dziewcząt ze złożyska,mama Katniss a nawet Johanna Mason tworzą wielki krąg wokół panny młodej.Wyobrażam sobie jak musi się czuć ta dziewczyna i czuje,że musze natychmiast ją stamtąd wyciągnąć.Dosłownie rozpycham towarzystwo łokciami,aż docieram do samego środka i widze coś czego od dawna nie widziałem.Radość.Koronkowa suknia razi bielą i obija się od ciemnej skóry.Nie jest to typowa tandetna kiecka z kapitolu.Nie świeci się ani nie pali.Jest prosta,a Katniss wygląda w niej tak jakby nigdy nie przeżyła żadnej tragedi.Czysto.Nie widać blizn ani podkrążonych oczu.Nie widać cierpienia. Patrzy na mnie wdzięcznym wzrokiem,bierze mnie pod rękę i wychodzimy na dwór, gdzie wszyscy spiewają pieśń weselną dwunastego dystryktu. Po podzeleniu się tostem upieczonym na ognisku i pocałuknu pieczętującym związek, wszyscy wznoszą toast i zaczynają się tańce.Do póznej nocy ludzie piją,śmieją się i można powiedzieć, że jest to chwila w której wszyscy wyglądają na szczęśliwch.Katniss i Peeta zapatrzeni w siebie jakby poza nimi nie było innego świata,Annie tańcząca z głośno śmiejącym się synkiem w ramionach,zdrowo wyglądające dzieci biegające tu i tam oraz ich spokojni rodzice.Zwyciężyliśmy.Mimo wszystko.Wiemy,że nasi bliscy których już tu nie ma patrzą na nas z góry i cieszą się razem z nami.Ich śmierć nie poszła na marne. Jest trochę po pierwszej w nocy gdy goście zaczynają się rozchodzić.Wracmy do domu w ciszy którą przerywają tylko świerszcze. Już chcę odejść w stronę swojego domu,gdy zatrzymuje Katniss;
-Panie Haymitch!-unosi głos
-Tak?
-To dla pana.-odpowiada wyciągając ze ślubnego bukietu czerwono-żółtą prymulkę.
-Dziękuję skarbie-odpowiadam.
Odchodzą w stronę ich nowego,domu gdzie zaczną żyć od nowa.W końcu oddalają się i nie słyszę już ich głosów.Wchodzę do wywietrzonego domu,idę do sypialni i wlę się w poprzek łóżka. Nagle czuje,że czegoś tu brakuje. Nie mam przy sobie noża,tylko kwiatek który dała mi Katniss.Chcę po niego pójśc,lecz jakaś dziwna siła przyciska mnie do łóżka,i mówi mi że dziś go nie potrzebuję. Ulegam i przed zaśnięciem czuję już tylko zapach kwiatu i mrowienie na policzku zupełnie jakby ktoś mnie po nim glaskał. Dzisiaj nie muszę się bać. Będzie dobrze.
Świetnie piszesz ;)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się spodobało. :)
Dziękuje :D
UsuńFajny blog :)
OdpowiedzUsuńObserwuję Twojego bloga, czy mogłabym liczyć na rewanż? :)
http://dawidkwiatkowski-opowiadanie.blogspot.com/
Kocham właśnie takie opowiadania i igrzyska śmierci <3
OdpowiedzUsuńMoże wspólna obserwacja?
DODASZ KOMENTARZ? Będzie mi bardzo miło.
malinowe-ciasto.blogspot.com
kurde genialne <333
OdpowiedzUsuń