Jest taka mała i bezbronna... Śpi sobie spokojnie na moich rękach,chociaż dopiero co przyszła na ten popaprany świat. Dostałem to na co tak naprawde czekałem całe życie. Mam dziecko.Malutką córeczkę.Wiem,że dziewczynka jest prezentem od niej.Od kobiety która na moją prośbę nosiła ją pod sercem przez te wszystkie miesiące,a potem wydała na świat.Poród trwał ok.6 godzin. Urodziła w domu, ponieważ śnieżyca praktycznie odcieła nasz dom od świata. Udało mi się jednak sprowadzić akuszerkę,a ona gdy tylko weszła do domu kazała mi czekać w salonie na dole.Zgodziłem się,mimo że nie chciałem zostawić Katniss samej.Potem mogłem już tylko bezczynnie wpatrywać się w płatki śniegu ciężko spadające z nieba za oknem i słuchać jej krzyków które mnie paraliżowały. Po tym wszystkim co jej zrobiłem,zgodziła się na ten ból dla mnie. Nie odrzuciła mnie i mimo wszystko pomogła mi nauczyć się żyć od nowa. Będę jej za to dozgonnie wdzięczny.Płatki śniegu przypominają mi te zimne tygodnie które spędziłem w Kapitolu po śmierci niedoszłej prezydent Coin. Patrzyłem jak dziewczyna która kochałem próbuje zagłodzić się na śmierć,a potem siedziałem osłupiały wsłuchując się w jej śpiew. Mógłbym przysiądz,że każdy ton,każda nuta była dla mnie jak policzek. Z każdą nową balladą,górniczą arią lub kołysanką powracały utracone wspomnienia. Wtedy na nowo uświadomiłem sobie jak bardzo jej potrzebuje. Z zamyślenia wyrywa mnie cieńki płacz mojej małej dziewczynki. Głaszczę ciemny meszek pokrywający jej główkę i odwracam się by odnieść ją do łóżeczka lecz coś przykuwa moją uwagę.
Haymitch.
Siedzi przy Katniss,trzyma ją za rękę i odgarnia włosy z jej mokrego czoła. Zachowuje się zupełnie jak... Ojciec. Zauważa,że gapię się na niego więc tylko lekko kłepie Katniss po policzku i wypowiada tak dobrze znane naszej trójce zdanie.
-Dobra robota skarbie.
Ostrożnie kładę małą obok żony,a potem sam opadam na łóżko.
Żona.Przyjaciółka,ukochana,zwyciężczyni,wróg,narzeczona,cel,zmiech,sąsiadka,myśliwa,trybutka,sojusznik.Żona.Matka.Kiedyś nie wiedziałeco jest prawdą a co fałszem.Teraz już wiem.Kiedy patrze w jej szare oczy,widzę tą mała dziewczynkę która dała mi kwiatek mniszka w podzięce za chleb.Dziewczynkę spiewającą piosenke o dolinie,która trafia w moje serce.Młodą dziewczynę śpiewającą kosogłosom piosenkę o wisielczym drzewie. One naprawde milkną na dźwięk jej głosu,w którym się zakochałem.Widzę tą "wariatkę" załamaną po śmierci siostry,desperacko próbującą odebrać sobie życie.Widzę człowieka który stracił wszystko i poświęcił się by stworzyć coś nowego.Dała mi nowe życię,nową rodzinę.Nową nadzieję.Zawsze staraliśmy się chronić siebie nawzajem. Robimy to do dziś. Ja tule ją do snu, dy budzi się z krzykiem.Ona uspokaja mnie nocą gryzę poduszkę bo mam przed oczami tortury i poodcinane kończyny. Jedno jest pewne.Kocham ją i będę kochać zawsze. A ona właśnie udowodniła mi,że to co powiedziała mi podzczas jednej z tych nocy kiedy zasypialiśmy przy otwartych oknach, ja z głową na jej nagim brzuchu i ręką na bliźnie tuż nad sercem,a ona z dłońmi w moich włosach,było szczerą prawdą.Znowu ten cieniutki płacz.Tym razem pozwalam Katniss się tym zajać i tylko słucham jak usypia małą;
"W oddali łąki wejdźże do łóżka,czeka tam na cię z trawy poduszka..
Skłoń na niej główkę oczęta zmróż
Rankiem cię zbudzi słońce twój stróż.
Tu jest bezpiecznie,ciepło jest tu.
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się
Tutaj jest miejsce gdzie kocham cię"
Mała się uspokaja,lecz ona ciagnie dalej;
"Poblask miesiąca spłynie w mrok łąk
Okryj się liśćmi,weź je do rąk
W niepamięć odpuśc kłoptów moc
Znikną na zawsze gdy minie noc.
Tu jest bezpiecznie,ciepło jest tu
Stokrotki polne zaradzą złu"
Nagle jej głos się załamuje;
Najsłodsza mara tu ziszcza się,tutaj jest miejsce gdzie kocham cię.
Dziewczynka śpi. Przenoszę swój wzrok na Katniss i wycieram łzę spływającą po jej policzku.Jest wyczerpana.Przyciska moją dłoń do swojej twarzy i mówi coś czego nie słyszę.
-Co powiedziałaś?-pytam się.
-Jej imię-mówi.
No tak. Przez te wszystkie miesiące nie zastanowiliśmy się nad imieniem dla dziecka.
-Jakie powinno być?-pytam ponownie.
Uśmiecha się do mnie tak,że mogę zobaczyć jej dołeczki.
-Hope-szepcze-Nadzieja.

Jakie to cudowne <3 Masz świetny styl pisania-genialnie się to czyta! Pisz dalej.
OdpowiedzUsuńhttp://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com